Mieszkający od prawie 40 lat w Stanach Zjednoczonych Marek Bober na łamach “Najwyższego Czasu” twierdzi, że Trump w praktyce zaczyna stopować to co nazywa lewicową rewolucją. A samo pojęcie “lewicy” można się spierać, czy to co implementowano dzieciom i młodzieży w szkołach ma cokolwiek wspólnego z tym słowem, ale różne przesłanki wskazują, że swoje zapowiedzi likwidacji indoktrynacji w zakresie całej ideologii będącej jedną z istotnych cech postmodernizmu stają się ciałem.
Dekrety likwidacyjne
Autor wskazuje, że Trump przekuł w czyny swoje zapowiedzi i dekretami zaczął kończenie ze zdobyczami radykalnej lewicy, środowisk LGBT, ideologii woke i DEI (diversity, equity and inclusion – różnorodność, równość i integracja). Zakres zmian zmian obejmuje np. rozporządzenie wykonawcze, które uznaje tylko dwie płcie: męską i damską. Do tego agencje federalne dostały nakaz zaprzestania promowania zmiany płci. Do tego osoby transpłciowe nie mogą służyć w wojsku. Od 28 stycznia rząd federalny nie będzie już “finansował, sponsorował, promował, pomagał ani wspierał tak zwanej <<transferacji>> dziecka z jednej płci na drugą”. Do tego ma egzekwować wszystkie prawa, która zakazują lub ograniczają destrukcyjne, zmieniające życie procedury. A problem jest poważny gdyż przemysł medyczny zajmujący się tym procederem kwitł w najlepsze. Przez 4 lata szpitale zarobiły na tym 120 mln dolarów. Dokonano 14 tys. zabiegów u dzieci poniżej 18 roku życia. Jak widać wyraźnie – tego typu powszechne praktyki nie mają nic wspólnego z biologicznymi zadatkami na bycie transwestytą, a z mody która powstała w wyniku indoktrynacji młodzieży. Sam Trump odniósł się do tego wprowadzając rozporządzenie o nazwie “Ochrona dzieci przed okaleczeniem chemicznym i chirurgicznym”. Mówił w niej o okaleczaniu i sterylizowaniu dzieci w całym kraju, które są podatne na wpływy. Powiedział on, że ten niebezpieczny precedens musi się skończyć. W końcu w innym rozporządzeniu zabronił dziewczętom oraz kobietom “trans” udziału w kobiecych zawodach sportowych. Dekret nazywał się “Trzymanie mężczyzn z dala od sportu kobiecego”. Na pytanie co Trump zrobi gdy dopuści się do uczestnictwa takie osoby do olimpiady w Los Angeles stwierdził, że takie osoby nie dostaną wizy do USA.
Pro-life jest ok
W kwestiach zabójstwa dziecka jeszcze nienarodzonego zwanej “aborcją” ułaskawił 23 osoby, które zazwyczaj były w starszym wieku, a skazane były za czasów rządów Joe Bidena za blokowanie dostępu do “klinik” aborcyjnych. 30 lat temu uchwalono ustawę FACE, która miała dawać swobodę dostępu do wejść do klinik. Okazało się w praktyce, że ustawa zamiast chronić zarówno kościoły jak i “kliniki” , to ścigano przy jej pomocy osoby pro-life. Działacze lewicowi zastraszali oraz karali protestujących za śpiewanie pieśni religijnych oraz odprawianie modłów przed “klinikami” bądź co równie absurdalne rozmowy z kobietami, które chciały tam wejść. Głównym “przestępstwem” był zwyczajnie sprzeciw wobec aborcji, sami protestujący natomiast zachowywali się podczas akcji protestacyjnych w sposób pokojowy. 75-letnią kobietę kosztowało takie coś 2 lata życia w więzieniu.
DEI na cenzurowanym
Wreszcie wymieniona na początku organizacja DEI może zostać zakazana w Stanach Zjednoczonych. Oznacza to, że zakazane mogą być działania tej organizacji w kwestii nauczania, przyjmowania na uczelnie studentów, zatrudniania pracowników oraz promowania gender. Trump w związku z tym nakazał zamknięcie biur ds. różnorodności w rządzie federalnym, natomiast pracownicy DEI poszli na urlopy administracyjne. Zawieszono do tego programy kontraktowe, które miały być sprzeczne ze standardem neutralności rasowej i płciowej. Do tego nie wolno przekazywać funduszy federalnych do publicznych szkół, które nauczają preferencji rasowych bądź gender. Tu znów rozporządzenie w dosłowny sposób wyjaśnia jaki jest jego cel. Gdyż “zabrania federalnego finansowania indoktrynacji dzieci, która obejmuje radykalną ideologię płci i krytyczną teorię rasy”. Do tego szkoły i uniwersytety dostały 2 tygodnie na wyeliminowanie inicjatyw na rzecz DEI, gdyż w innym przypadku ryzykowali oni utratę pieniędzy. Presja polityczna spowodowała również wycofanie się z promowania i finansowania tejże ideologii przez podmioty prywatne, która obejmowała sporą liczbę firm takich jak McDonalds, Walmart czy Toyota i Nissan. Pytać się więc można czy to odejście od korpoideologii czy też tylko na razie skromne ograniczenie wpływów na jej promocję wielkich korporacji globalnych? Autor uważa, że Trump nie wygrał wojny kulturowej ale stara się powstrzymać radykalne pomysły. Na pewno jego wybór był wyrazem sprzeciwu wobec indoktrynacji społeczeństwa przez organizacje tęczowe czy aborcyjne i w jakiś sposób stara się odwdzięczyć za to wyborcom, zdając sobie sprawę z narastającego problemu.




