Drożej w stylu eko w nowym roku


Unia Europejska znana z dbałości o klimat, który ma być w gorszej kondycji przez emisję dwutlenku węgla ma zamiar karać po nowym roku, te państwa które nie mają zamiaru zmniejszać emisji cieplarnianych gazów przyczyniających się rzekomo do tego, że ku radości nie lubiących zimy ludzi jest cieplej. Jako że w Europie próbuje się narzucać standardy, które mają ograniczać emisję, co nie obniża jednak ceny towarów, gdyż od dawna odbywa się to kosztem wyższych opłat za rachunki oraz produkcję wyjściowego produktu, to w efekcie firmy przegrywają konkurencję z tańszymi produktami przybywającymi z Chin oraz Indii. Unijni urzędnicy wymyślili więc, że za karę importerzy spoza Europy nie dbający o klimat po 1 stycznia 2026 roku będą musieli zapłacić podatek węglowy.

Wyższe rachunki

Na tego typu karnych podatkach nie zyska jednak klimat, czyli nie zmniejszymy średniej, globalnej temperatury, co w efekcie nie przełoży się na tym, że lodowce zostaną w stanie zamrożenia, nie pływając i nie zwiększając poziomu mórz i oceanów. Nadal będą więc nawiedzały świat gwałtowne burze, huragany oraz powodzie, do których będą również przyczyniały się pierdzące krowy, których zapewne również w Chinach czy też tym bardziej w Indiach nie brakuje, gdyż jest to wedle hinduizmu święte zwierzę. Jaka więc zmiana realnie nastąpi? Polacy staną w obliczu ukrytej, ale dotkliwej fali podwyżek. Unia poszerzy od tego momentu podatek CBAM, który ma objąć pralki, kuchenki czy drzwi samochodowe. Oficjalnie pretekstem jest walka z nieuczciwą konkurencją.

Niższe standardy klimatyczne a zyski

Podatek ma zapobiegać importowi z krajów o niższych standardach klimatycznych. Jednak mało kto zastanawia się nad tym, że gdyby nie narzucano drakońskich standardów w krajach unijnych i nie narzucano zbędnych ETS-ów, rujnujących często europejskie firmy, bądź zmuszających ich do przenoszenia kosztów na konsumentów, to nie trzeba by było wymyślać kolejnego podatku dla rzekomo nieuczciwej konkurencji, która zwyczajnie w swoich krajach takimi podatkami nie jest obłożona. Zyski więc będą szły w to miejsce, które zbiera owe podatki, a ograniczyć może je wśród tych, którzy opierają się na chińskich dostawcach, a więc również można tu mówić o polskich, lokalnych producentach. Ma to rzekomo wyrównać szanse między producentami z Unii Europejskiej, płacącymi 80 euro za tonę dwutlenku węgla, a konkurencją choćby z Azji. Jednak pytanie czy rzeczywiście tak będzie jeśli dotychczas tańsze produkty z Azji podrożeją i może to doprowadzić do zmniejszenia popytu w ogóle.

Od czego zależy nałożenie podatku?

Podatek CBAM, który unijni decydenci mają zamiar nałożyć na kolejne produkty ma zapobiec temu, co często stosowano aby uniknąć jego płacenia, poprzez stosowanie luk prawnych. Do niedawna miano unikać tego dzięki przenoszeniu części produkcji do krajów sąsiednich, a później importowano komponenty bądź gotowe wyroby. Teraz ten proceder ma się skończyć. Nałożenie podatku i lista produktów ma zależeć od ilości materiałów objętych owym podatkiem, a więc stali oraz aluminium i stopnia ryzyka, że produkcję przeniesie się poza Europę aby tego podatku uniknąć. Oprócz lokalnych firm, które będą musiały szukać droższych alternatyw wewnątrz Unii, odezwały się również Chiny oraz Indie. Tenże podatek uznały one za “jednostronną miarę handlową, a nie środek ochrony klimatu”. Uniokraci chcą więc pomóc unijnym eksporterom utrzymać się na powierzchni i w związku z tym… mają zamiar subsydiować ich, by nie utracili konkurencyjności na rynkach światowych. Najwidoczniej dla nich tak jest prościej, zamiast jednym ruchem znieść zbędne ETS-y, CBAM-y czy też zapowiadany ETS2. Tylko wtedy przecież nie można by z tego nic kompletnie nie robiąc ciągnąć dodatkowych zysków wedle ustanowionego prawa unijnego.

Dodaj komentarz

Related Post