Robert Bogdański w najnowszym wydaniu “Do Rzeczy” pisze o fiasku szczytu COP30 w brazylijskim Belem, wykazując jednocześnie hipokryzję uczestników szczytu. Jako przesłankę wskazującą na to, że szczyt okazał się kolejną porażką był fakt, że Niemcy nie chciały się podjąć zadania zorganizowania kolejnego z tych szczytów za rok. W razie braku wyboru, Niemcy musiałyby go zorganizować, gdyż w Niemczech mieści się agenda ONZ za to odpowiedzialna. Autor stawia tezę że problemem byłaby organizacja takiej imprezy i ponoszenie kosztów, gdyż trzeba by zabezpieczać taki szczyt z powodu przybycia na ulice tysięcy demonstrantów. Niemcy uratowała ostatecznie Turcja, która sama zgłosiła się na ochotnika.
Brazylijska hipokryzja
Sam szczyt w Brazylii był bardzo wygodny gdyż energia aktywistów była zużyta dzięki temu, że mogli oni obcować z przedstawicielami “rdzennych ludów”. To oznaczało spokój i nieliczne zamieszki pacyfikować miały służby ONZ oraz Brazylii. Pierwsza sprzeczność jaka powstała przy okazji szczytu dotyczyła tego, że odbył się on w samym sercu natury czyli Puszczy Amazońskiej. Żeby przetransportować uczestników szczytu należało ich jednak przetransportować, co oznaczało wycięcie 70 km kw. puszczy pod czteropasmową autostradę, aby dotrzeć na szczyt na czas. Na szczyt drugi rok z rzędu nie przybyła Greta Thunberg, która oskarżyła polityków o zdradę ideałów. Nie bez powodu wypowiedziała taka opinię. Dla zakwaterowania tak ogromnej liczby 50 tys. gości sprowadzono na Amazonkę dwa pływające hotele. Problem polega na tym, że te drogie do nocowania, ogromne statki pasażerskie emitują ogromną liczbę dwutlenku węgla. Najwięcej spośród wszystkich pływających jednostek. Aktywiście walczą więc z takimi ogromnymi jednostkami, które sprowadza się na taki szczyt.
Dysonans podobny do oświadczeń Gatesa
Autor artykułu pisze, że ze względu na zakwaterowanie w takich pływających hotelach, z którymi walczą aktywiści klimatyczni mogą oni mieć dysonans poznawczy. Przyrównuje on ten dysonans do tego, jaki może u nich powstawać ze względu na to, że Bill Gates w październikowym artykule wycofał się z proroctw sprzed zaledwie 4 lat, w których pisał że wskutek zmian klimatycznych Ziemia stanie się niezdatna do życia. Poparł go Bjorn Lomborg, który powiedział, że do zmian należy się przystosować, bo inaczej należałoby cofnąć planetę do ery przedindustrialnej. Lomborg mówi, że pieniądze należy przeznaczyć na walkę z ubóstwem i głodem. Wycofanie się Gatesa z poglądów wywołało popłoch u jego akolitów, którzy przecież stworzyli ekosystem polityczny, który promował wydawanie ogromnych kwot na obniżanie światowej temperatury pod groźbą zagłady ludzkości. Wypieranie faktu, że Gates zmienił spojrzenie na to, że “planeta płonie” z powodu nadmiaru dwutlenku węgla powoduje, że nawołuje się nadal do tego aby ratować planetę kosztem ogromnych nakładów.
Dlaczego spada emisja CO2?
Autor pochyla się nad realnymi przyczynami spadku emisji dwutlenku węgla, udowadniając że nie jest to wynikiem działalności klimatycznych aktywistów. Międzynarodowa Agencja Energetyczna miała przewidywać dekadę temu, że w 2040 r. światowa emisja CO2 miała osiągnąć wynik 50 mld ton. Teraz prognoza mówi o 30 mld ton. Dekarbonizacja ma postępować w tempie 2 proc. rocznie. Jedną z przyczyn dekarbonizacji ma na pewno być przechodzenie na odnawialne źródła energii. Jednakże ten wpływ jest ułamkowy. Energy Institute wskazuje, że proporcje są znaczne i energię wytwarza głównie węgiel, który odpowiada za to w 86 proc. Elektrownie nuklearne odpowiadająza 5 proc., wodne za 3 proc., natomiast wiatraki i fotowoltaika za 6 proc. Realna przyczyna dekarbonizacji wiąże się z większą efektywnością w produkcji, co przekłada się na zmniejszenie energochłonności. Zastępowanie wszystkie odnawialnymi źródłami energii jest przeciwskuteczne choćby w Polsce, bo unijne limity normy emisji dwutlenku węgla powodowały że nie można było modernizować elektrowni węglowych.
Pozornie bezcelowe konferencje
W artykule stawiany jest wniosek, że powinno się zaprzestać urządzania takich konferencji, nie mających w związku z tym żadnego sensu. Szczególnie że uczestnicy chcieliby w końcu zobaczyć efekt konferencji, na której ogłasza się likwidację paliw kopalnych, a w zamian za to lokuje się ich na energochłonnych statkach. Zamiast jednak likwidacji paliw kopalnych świetnie działa sobie cały aparat biurokratyczny. Spotkania w ostatnich latach zmieniły się z tych, które miały zmienić efekty klimatyczne, na te w wyniku których przelewa się pieniądze z państw bogatych, do państw biednych. Służyły do tego fundusze innowacyjne oraz fundusze na pokrycie reparacji klimatycznych. Biedne kraje dostają więc pieniądze za susze czy powodzie, którymi obarczają kraje bogate. Wszystko to dzieje się pomimo jak pisze autor braku dowodów na to, że na zmiany pogodowe wpływa działalność człowieka.
Jest szansa zarobić
Następną sprzecznością oraz hipokryzją jest fakt, że po stronie biednych wystąpiły Chiny, które są największym emitentem dwutlenku węgla. Zarazem Chiny uznawane są za kraj rozwijający się. W efekcie negocjacje toczono między Unią Europejską, Stanami Zjednoczonymi, a 77+Chiny. Kraje biedne mają więc swoje forum jako arytmetyczna większość by otrzymywać pieniądze za pozorną winę krajów bogatych. Sami aktywiści przy okazji COP30 zostali również zabezpieczeni finansowo. W związku z tym stworzono inicjatywę na rzecz integralności informacyjnej na temat zmiany klimatu. Autor rozszyfrował to jako narzędzie do walki z “dezinformacją”. Zaangażować się z tą inicjatywę powinny rządy oraz społeczeństwo obywatelskie. Natomiast oni powinny otrzymywać tylko zweryfikowane naukowo informacje o tym, w jakim stanie znajduje się klimat na Ziemi i co nań wpływa. Nie ma jednak informacji o tym, kto będzie te informacje weryfikował i zatwierdzał. Sam dokument podpisało kilkanaście państw, w tym aż 14 należących do Unii Europejskiej. Końcowa obawa autora jest taka, że Unia Europejska nie tylko chce walczyć z mową nienawiści, ale z klimatyczną dezinformacją. Wszystko to po fiasku omawianej konferencji w Brazylii. Europa chce być więc liderem w tym aby nie dość, że pogrążać się w recesji gospodarczej, to dodatkowo wzmacniać błędne i obłędne dogmaty ideologiczne klimatyzmu.




