Bliskowschodnia Szwajcaria i Norwegia da pokój?

Katar jako mediator na Bliskim Wschodzie

Najnowszy numer “Przeglądu”, piórem Mateusza Mazziniego wskazuje na to, że na Bliskim Wschodzie Katar jako małe państwo może być zarazem krajem, który jest w stanie przetrwać, a do tego doprowadzać do pokoju czy też porozumień między różnymi krajami. To właśnie jako cichy protagonista w konflikcie izraelsko-irańskim był wskazywany emir Kataru Tamim ibn Hamad al-Sani. Był on jedynym, realnym pośrednikiem pomiędzy Teheranem i Waszyngtonem. Wcześniej przez długi czas rola ta przypadała Szwajcarii oraz Omanowi. Ten ostatni gościł przecież J.D.Vance’ a oraz irańską delegację w ramach negocjacji na temat irańskiego programu nuklearnego. Co wiadomo zostało wszystko storpedowane przez Netanjahu, który rozpoczął 12-dniową wojnę. Wytypowany przez Trumpa emir Kataru został wybrany z powodu dobrych relacji ze wszystkimi państwami regionu.

Pretensje Iranu

Katar utrzymuje relacje handlowe z Izraelem na niższym szczeblu. Autor twierdzi, że nieprzypadkowo to na Katar spadły rakiety ze strony Iranu. Choć w rzeczywistości miał to być ruch przemyślany, teatralny. Iran miał zagrozić zaatakowaniem jednej w sześciu baz, w których stacjonują w regionie Zatoki Perskiej amerykańscy żołnierze. Pomimo że padło na Katar to nikomu nic się nie stało gdyż baza była dobrze chroniona, ale wizerunkowo Iran mógł pokazać, że po tylu dniach może się nadal bronić przez Amerykanami. Skorzystali także Amerykanie na tym teatrze gdyż mogli pokazać, że są w stanie się wybronić. W końcu miał skorzystać Katar, który o ataku ostał przez Iran uprzedzony. Więc wszystko po gentlemańsku. Przytaczani w artykule analitycy z Zachodu twierdzą, że emir Kataru komunikował się zarówno z Waszyngtonem jak i Teheranem podczas 12-dniowej wojny. Wcześniej Katar angażował w pokój między Kongiem, a Rwandą, w Sudanie, Syrii, Libii oraz w ograniczonym zakresie także w Gazie.

Mały musi przetrwać

Katar będący trzy razy mniejszy od województwa mazowieckiego wymyślił więc sobie skuteczną strategię przetrwania, stawiając na dyplomację ale i korzystanie z zasobów ropy naftowej. PKB na mieszkańca wynosi tu 69 tys. dol. Beneficjenci żyją bardzo dobrze. Państwo jest zredukowane do minimum, nie mając nawet poczty. Koncerny, linie lotnicze reprezentują w nazwie spółki kraj. Obcokrajowcy płacą zazwyczaj tylko 10 proc. podatku i mają świetne warunki do pracy jeśli są z Europy, biali i mają wysokie kwalifikacje. Ci o niższych kwalifikacjach odczuwają często piekło na ziemi. Oprócz tego Katar w tym zapalnym regionie musi ostrożnie funkcjonować, gdyż nie ma własnego potencjału militarnego. Katar utrzymuje się z ropy naftowej i musi uważać co dzieje się na szlakach handlowych. Zmuszony jest więc utrzymywać dobre stosunki z Iranem aby ten przypadkiem kiedyś nie zablokował cieśniny Ormuz. Choć cały czas są wątpliwości, że taka blokada miałaby być realna. Katar woli jednak się o tym nie przekonywać. Dlatego też emir Kataru potępił ataki Izraela na Iran.

Podobny modus operandi działania

Iran działał tak w różnych regionach, gdzie wybuchały jakieś konflikty. Zaangażowali się oni w podpisanie rozejmu między Rwandą, a Demokratyczną Republiką Konga. I tu co ciekawe był to jedyny traktat pokojowy podpisany za prezydentury Trumpa, co zdaniem Mazziniego nie może wystarczyć do Pokojowej Nagrody Nobla. Katar nie robi tego bezinteresownie, gdyż są tam ogromne złoża metali ziem rzadkich, potrzebnych do rozwoju nowych technologii i zielonej rewolucji. Katar dysponuje połową RwandAir oraz ma 60 proc. udziałów w spółce zarządzającej lotniskiem Bugesera niedaleko stolicy kraju. Katar osiągnął także sukces w Czadzie, wygaszając konflikt oraz w Sudanie, w którym trwała walka o port. W grę wchodzi także zbudowanie kolejnego nad Morzem Czerwonym będącym przeciwwagą dla Hutich. Dlatego też nazywa sią Katar małą Szwajcarią, ze względu na strategię przetrwania małego bogatego kraju, który musi wszędzie mieć przyjaciół. Do tego jest uważany za bliskowschodnią Norwegię, która ma budować własną markę i soft power dzięki pośredniczeniu w negocjacjach pokojowych.

Zakończyć eksterminację w Gazie

Dlatego autor twierdzi, że emir ma szansę na marsz do pokojowego Nobla jeśli udałoby mu się doprowadzi do zakończenia najstraszniejszego konfliktu w XXI w. Co ciekawe przywództwo Hamasu rezyduje w stolicy Kataru. Do tego wspierał Katar finansowo, dając im przez kilkanaście lat 1,8 mld dol. Nigdy nie potępiał Hamasu, obwiniając o wszystko Izrael. Ostatnio jednak także Katar podpisał z Unią Europejską oraz Ligą Arabską deklarację wzywającą Hamas do oddania władzy politycznej w Strefie Gazy. Autor twierdzi, że coś zaczyna się zmieniać, a właśnie Katar jego zdaniem mógłby osiągnąć wielki sukces gdyż zamiast siedzieć okrakiem, handlują z Izraelem, a zarazem dając broń Hamasowi powinien on właśnie próbować zakończyć tą tragedię w interesie wszystkich i zasłużyć się na tyle aby otrzymać pokojowego Nobla.

Dodaj komentarz

Related Post