Zaczyna zmieniać się podejście wobec cudzoziemców w Polsce, którzy nadużywają w kraju gościnności, łamią prawo oraz zachowują się niestosownie. Wyraźnie zaczyna być to widocznie w kontekście głośnych ostatnio wydarzeń związanych szczególnie w przebywającymi w Polsce Ukraińcami i Białorusinami. Najpierw deportowano w szybkim trybie ponad 40 osób, które niewłaściwie zachowywały się na koncercie Maxa Korża na Stadionie Narodowym. Później aresztowano Ukraińca, który nagrał film i wrzucił go do sieci, w którym groził Polsce podpaleniami mieszkań, jeśli wprowadzone zostaną przepisy ograniczające wypłatę 800+ tylko wobec tych, którzy pracują w Polsce. Nagle okazało się, że policja może być w kraju skuteczna i działać wraz z innymi służbami tak aby Polacy poczuli, że dba się o bezpieczeństwo i porządek w kraju.
Deportowany tyko ułamek
Jednakże wedle tego co ujawniła “Rzeczpospolita” deportuje się tylko niewielką część tych, których uznaje się za niepożądanych w naszym kraju. Lista obejmuje 31 tys. osób, podczas gdy od początku roku deportowano ich zaledwie 1,1 tys. Liczba osób nie pożądanych jest dwukrotnie wyższa od tej sprzed 4 lata i niewiele wyższa niż ta którą mieliśmy rok temu. “Rzecznik Urzędu Jakub Dudziak przekazał Rzeczypospolitej, że najliczniejsze grupy stanowią obywatele Ukrainy (5,9 tys.), Gruzji (4,2 tys.), Syrii (2,5 tys.), Afganistanu (2,4 tys.), Białorusi (2,2 tys.) i Rosji (1,9 tys.)”. Na coraz obszerniejszą listę osób niepożądanych w naszym kraju ludzie trafiają z powodu tego, że zmienia się podejście do tego zagadnienia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, policji oraz straży granicznej. Pytanie czy jednak zaczęto brać pod uwagę coraz bardziej wyraziste nastroje społeczne, które zaczynają się radykalizować?
Różne przesłanki do deportacji
Jak możemy się dowiedzieć, lista przesłanek do deportacji jest długa i obejmuje przyczyny ujęte w ustawie. Można więc wpisać kogoś na taką listę oraz nakazać opuszczenie kraju jeśli dostał się do Polski nielegalnie (wbrew absurdalnym swego czasu sugestiom aktywistów na granicy, że “nikt nie jest nielegalny”), nie ma ważnej wizy, bądź też wjechał do Polski mając zakaz wjazdu do krajów Strefy Schengen. Dochodzi do tego także przyłapanie go na nielegalnej pracy. Do tego dochodzą skazani prawomocnym wyrokiem za przestępstwa ale i ci, którzy są objęci polską bądź międzynarodową listą sankcyjną za agresję Rosji na Ukrainę. Można też trafić na listę jeśli służby określą osobę jako niebezpieczną bądź podejrzaną. Już przecież od jakiegoś czasu krążyła po przestrzeni informacyjnej logiczna opinia, że jak ktoś jest w Polsce gościem, to musi respektować normy prawne w Polsce. O tej zasadzie przypomniał gen. Adam Rapacki, który był wiceszefem MSWiA. Zwrócił on uwagę na zmianę podejścia państwa wobec tych, którzy łamali prawo w kraju, ale nie byli deportowani. Co też wskazuje na to, że wcześniej musiało istnieć przyzwolenie na ignorowanie takich przypadków, ale widocznie bądź władze się zreflektowały, bądź też przestawiono wajchę gdzieś wyżej i pozwolono na to aby zajęto się tym problemem trochę na poważniej.




