Amerykanie nie chcą wspierać Izraela

Stany Zjednoczone a wsparcie dla Izraela

Mówi się często, że “ogon merda psem” czego przykładem miałaby być polityka wsparcia przez Stany Zjednoczone wobec Izraela. Od założenia Izraela głównym sojusznikiem pozostawała na początku Francja. Zmieniło się to od czasu wojny Jom-Kipur. Wtedy to w zamian za wycofanie się przez Izrael z części zajmowanych terytoriów Stany Zjednoczone zaproponowały mu gwarancje bezpieczeństwa. A to niosło za sobą pomoc wojskową. “Fundamentem obecnej kooperacji stało się podpisane w 1981 roku porozumienie o współpracy strategicznej i przyznany Izraelowi w 1987 roku status głównego sojusznika spoza NATO, obok Japonii, Korei Południowej, Australii i Egiptu”. W ramach Foreign Military Financing z którego korzysta także Polska Izrael otrzymuje co roku ponad połowę globalnej pomocy, co stanowi zarazem 15-25 proc. izraelskiego budżetu obronnego. Do tego Izrael robił to na własnych warunkach, gdyż wydawał 26,3 proc. grantów bądź pożyczek na własny przemysł obronny, podczas gdy inne kraje muszą w całości wydawać je na zakupy w Stanach Zjednoczonych. Obecna pomoc jest owocem umowy , która zobowiązuje do pomocy w latach 2019-2028.

Prawie 4 miliardy co roku

Umowę negocjowano jeszcze za czasów kadencji Obamy, który chciał to dopisać do swoich negocjacyjnych sukcesów. Dlatego też Stany Zjednoczone postawiły twarde warunki mające demitologizować wpływ na decyzyjność Stanów Zjednoczonych. Izrael w ramach FMF miały otrzymywać do co roku 3,8 mld dol. W zamian jednak za wsparcie amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, dyplomacja amerykańska miała spłacić długi oraz zyskać wpływy. W nowej umowie nie ma już tak preferencyjnych warunków, dzięki którym Izrael nie musiał wydawać części pieniędzy na swoje uzbrojenie. Z corocznej kwoty 500 mln dol. Izrael miał wydawać na obronę przeciwrakietową. Już wtedy w planach był zakup 33 maszyn F-35 oraz kilkudziesięciu myśliwców wielozadaniowych F-15. Do tego dochodzić miały V-22 Osprey oraz śmigłowce transportowe CH-53K King Stallion. Wcześniejsze praktyki altruistyczne, gdy uwzględnimy jeszcze zakupy z amerykańskich pożyczek paliwa lotniczego obejmowały de facto 30 proc. pomocy amerykańskiej wobec Izraela pozwoliły nie tylko na rozwój własnego przemysłu militarnego ze strony Izraela. Mógł on także pozwolić sobie na to, że ich firmy zbrojeniowe kontrolują mniejsze firmy z tej branży w Stanach Zjednoczonych, co może pozwolić na to że będą one zyskiwać także na pomocy amerykańskiej, co może być okazją do obejścia bardziej restrykcyjnych zasad.

Amerykanie mają dosyć

Nie zmienia się więc skala pomocy amerykańskiej wobec Izraela, a wręcz w ostatnim czasie wzrosła ona skokowo wobec dwóch tzw. zagrożeń. Najpierw z powodu rozpoczętego ludobójstwa na Palestyńczykach dokonywanego w Gazie i na Zachodnim Brzegu, którego pretekstem był atak Hamasu i śmierć ponad tysiąca obywateli Izraela. A miano tego dokonać z powodu nagłego oślepnięcia i ogłuchnięcia służb i wojska Izraela. Drugim powodem jest “zagrożenie” ze strony Iranu polegające na tym, że ma on od ponad 40 lat zamiary wyprodukować broń atomową, gdyż tak się dziwnie składa, że te zamiary wiążą się z okresem dojścia do władzy Choneiniego po obaleniu Rezy Pahlawiego. W społeczeństwie amerykańskim natomiast następują zmiany dotyczące poparcia dla wspierania Izraela. 27 senatorów Partii Demokratycznej zagłosowało za ustawą, która blokuje sprzedaż Izraelowi 20 tys. automatycznych karabinów szturmowych. Oprócz tego wcześniej “24 demokratów zagłosowało za wstrzymaniem dostawy bomb do Izraela o wartości 675 mln dolarów”. Sondaż Gallup pokazał do tego, że tylko 32 proc. respondentów aprobuje dla izraelskiej operacji wojskowej z Strefie Gazy. Sondaż Quinnipiac wskazał, że 60 proc. Amerykanów jest za zaprzestaniem wojskowego wsparcia dla Izraela. Wśród demokratów ten wskaźnik dochodzi do 75 proc. Więcej zwolenników jest wśród republikanów, gdzie obejmuje to 37 proc. badanych.

Podziały w MAGA

W związku z rosnącym sprzeciwem wobec proizraelskiej polityki, nie pozostaje to bez wpływu na ruch MAGA i podziały tam się rodzące. Na poziomie samej polityki waszyngtońskiej Marjorie Taylor czy Steve Bannon wzywali Trumpa do zwiększenia presji na izraelski gabinet wojenny. Ta pierwsza nazwała działania w Gazie mianem ludobójstwa. Natomiast “Thomas Massie stwierdził, że “nie ma racjonalnego argumentu” za finansowaniem tych działań z kieszeni amerykańskich podatników”. Nie dotyczy to jednak tylko kwestii moralnych. “Młodsi wyborcy związani z Partią Republikańską oraz ruchem MAGA coraz częściej odrzucają tradycyjny sojusz z Izraelem, traktując to państwo jako jednego z wielu zagranicznych partnerów, którzy – ich zdaniem – nadużywają wsparcia USA i obciążają amerykański budżet”. Sami Amerykanie dodatkowo w 52 proc. negatywnie wyrażają się na temat premiera Netanjahu. Więc można mówiąc językiem poprawności politycznej zawnioskować, że połowa Amerykanów to “antysemici”. Okazuje się, że sami demokraci obserwujący zmianę nastrojów elektoratu mogą na zbliżającym się konwencie wystąpić o wprowadzenie wojskowego embarga wobec Izraela. A to może w przyszłości doprowadzić do zawirowań na linii USA-Izrael jeśli do władzy mieliby dojść lewicowi demokraci. Jednak do tego może dojść za kilka cykli wyborczych, a wtedy może już dawno nie być Gazy, Trumpa, a na jej miejscu wyrosnąć ich spuścizna, czyli jak to określał obecny prezydent “Riviera dla ludzi świata”. Gdyż sam sprzeciw w sondażach nie wystarczy aby momentalnie zatrzymać rzeź cywili w tym rejonie świata.

Dodaj komentarz

Related Post