Zachód opierający się od dawna na zapewnianiu mu bezpieczeństwa przez członkostwo wielu krajów z tej części świata w Pakcie Północnoatlantyckim, zakładał także że gdy należy walczyć o swoje interesy to bądź to wspólnie, bądź przy pomocy pojedynczych ekspedycji można sobie napaść jakiś kraj. Często wymyślano do tego jakiś pretekst, jak choćby walkę z terroryzmem, z handlarzami narkotykami, bądź chciano bronić nagle miejscową ludność przed rzekomymi zbrodniami czy też czystkami etnicznymi dokonywanymi przez miejscowego przywódcę uważanego za tyrana czy zbrodniarza. Wcześniej kraje te napadnięte przez kogoś z Zachodu miały prawo odczuwać strach czy obawy przed tym. Tych obaw odmawiano Rosji, która gdy oznajmiono, że Ukraina zostanie przyjęta do NATO odczuła właśnie takie zagrożenie dla strategicznych interesów i okazało się to nie bezpodstawne, co przyznała wprost Angela Merkel mówiąc, że porozumienia mińskie były zrobione po to, aby dać czas Ukrainie na dozbrojenie się. Obecnie obawy zaczyna odczuwać NATO. Naturalnie w ich przypadku mają prawo do tego, a także ku temu powody.
Ten się śmieje
Na początku Specjalnej Operacji Wojskowej gdy okazało się, że Rosja przeceniła swoje możliwości i musiała się wycofać spod Kijowa, uważano że Rosja zostanie pokonana oraz zostało jej mało zasobów gdyż miała używać starego sprzętu, w powietrzu w dronach dominowała Ukraina, a propaganda ogłaszała, że Rosji na froncie może brakować nie tylko zaopatrzenia, żywności ale również paliwa, a przestarzały sprzęt powodował, że musieli rzekomo wymontowywać czipy z ukradzionych lodówek. Słowem – śmiechu było co niemiara. Obecnie sytuacja doszła do takiego momentu, że NATO jest zaniepokojone, gdyż nowy pocisk rosyjski Burewistnik jest prawdopodobnie gotowy do użycia. Wedle tego co pisze “Die Welt” rosyjskie pociski mają komplikować planowanie obronne w Europie. Burewiestnik ma mieć zasięg 5,5 tys. km i głowica bojowa miałaby być wyposażona w różne rodzaje amunicji, w tym nuklearną.
Strategiczny koszmar dla Europy
Tak naprawdę to nowy pocisk rosyjski mógłby krążyć przez wiele godzin w powietrzu oraz być zdolnym do omijania różnych przeszkód w powietrzu. Portal “Euronews” podaje, że potwierdzać to mają po części zachodnie służby wywiadowcze. A taki pocisk miałby oznaczać strategiczny koszmar dla Europy. Wszystko potwierdził tajny dokument NATO, pochodzący wedle Die Welt z departamentu wywiadu wojskowego. “Według dokumentu NATO, pocisk manewrujący osiąga prędkość ponad 900 kilometrów na godzinę. Jest bardzo zwrotny, ma duży zasięg i może być wystrzeliwany z systemów mobilnych. Pozwoliłoby mu to na wykonywanie długich przelotów, a tym samym unikanie obrony powietrznej NATO”. Czy tak miałaby wyglądać niedojrzała i zacofana armia, która ponad 3 lata temu miała przegrać wojnę z Ukrainą?
W rzeczywistości nieograniczony zasięg
Największe obawy tyczą się chyba jednak czegoś innego, co jest zdecydowanie bardziej uzasadnione. Powyższy pocisk ma reaktor atomowy. Wykorzystywanie w pocisku energii atomowej, daje pociskowi nieograniczony zasięg, a nie tylko kilka tysięcy km. “Oznacza to, że Burewestnik może pokonywać dziesiątki tysięcy kilometrów bez tankowania, pozostawać w powietrzu przez długi czas, zmieniać kurs i atakować cele z dowolnego kierunku. Może unikać systemów rakietowych, nawet nad regionami południowymi i polarnymi, gdzie nadzór jest minimalny”. Podobne obawy budzi Oresznik, który również ma teoretycznie zasięg 5,5 tys. km. Jasny przekaz widać we wniosku, który informuje o tym, że: “Zdolność do atakowania celów w dowolnym miejscu w Europie, w połączeniu z wysoką mobilnością wyrzutni, zapewnia wysoki wskaźnik przeżywalności. Brak jasności co do rozmieszczonych głowic stwarza wyzwania obronne dla NATO”.
Także na morzu mogą wystąpić problemy
Uważający się za wszechmocny i niepokonany Zachód, którego jednym z symboli jest wspomniane wyżej NATO, zaczyna również mieć obawy związane z planami Rosji z wprowadzeniem do użytku okrętów podwodnych Posejdon w 2030 r. One również miałyby być duży zasięg oraz być przeznaczone do zniszczenia baz morskich, portów na Pacyfiku, wschodnim wybrzeżu USA, Wielkiej Brytanii, Niemczech czy Francji. Ciężko je wykryć na głębokich wodach, a dodatkowo NATO jest bezbronne gdyż nie miałoby jak skutecznie tego typu pociski wystrzeliwane z Posejdnona niszczyć. Te wszystkie obawy NATO, na podstawie tajnych raportów służb pokazują, że sytuacja nie tylko na froncie jest zła dla całej Europy, ale w razie prób bardziej zuchwałego wejścia do Rosji, ta może odpowiedzieć z całą stanowczością właśnie najnowszym rodzajem pocisku, którego możliwości jeszcze świat nie widział. Od grudnia takie możliwości ma także posiadać oficjalnie Białoruś, aby również niepewni rzeczywistych możliwości tych dwóch pocisków, NATO-wscy przywódcy nawet nie pomyśleli o tym, że można niezmiennie próbować usuwać ze stanowiska legalnie wybranego prezydenta. To zdaje się odeszło na dobre do lamusa jak i cała pewność siebie NATO w stosunku do Rosji i jej przyjaciół.




