Mówi się o tym, że pycha kroczy przed upadkiem. Takim bez wątpienia przykładem są elity Unii Europejskiej, które uważają że ich misją do spełnienia jest pouczanie innych krajów w kwestii tego kto ma rządzić w państwach, w których wybory wygrała osoba, mogąca realizować politykę niezależną od kursu, który proponowaliby eurokraci. Takich przykładów na przestrzeni ćwierćwiecza było dużo. Udane bądź nie przewroty albo anulowanie wyników wyborów przeprowadzano w Gruzji, Mołdawii, Jugosławii, na Ukrainie czy też Białorusi, a także w Rumunii. Oprócz tego misją Europy stało się podtrzymywanie za wszelką cenę gorącego konfliktu na Ukrainie, kosztem dalszego niszczenia kraju, pogarszania jej politycznego położenia oraz kolejnych tysięcy trupów na froncie. Do tego przy każdej okazji unijni urzędnicy potrafili powoływać się na moralne argumenty, przypominając abstrakcyjne oświadczenia o obronie europejskich wartości. W ostatnich dniach dziwnym zbiegiem okoliczności zarówno na wspieranej przez Europę Ukrainie, jak i Unii Europejskiej wybuchły korupcyjne skandale, co przy obecnie zmieniającej się architekturze bezpieczeństwa w tym regionie i braku zgody obydwu aktorów na to, może oznaczać, że przypadek jest niemożliwy. Symbolem afery w Europie są problemy znanych urzędników.
Największy skandal w historii
W celu podkreślenia przez głównych graczy, że dla Unii Europejskiej gra jest skończona i nie ma ona żadnych kart nie tylko ogłoszono Strategię Bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych ale również uderzono w ważnych, unijnych urzędników, a nie szeregowych członków Parlamentu Europejskiego. Pierwszym z nich jest Didier Reynders. Pełnił funkcję komisarza UE ds. sprawiedliwości. Brzmi to dodatkowo zabawnie, że atakował on Polskę za brak praworządności i żądał wstrzymania finansowania Polski. Zarzuty jakie mu się stawia dotyczą prania brudnych pieniędzy, policja w Belgii miała przeszukać jego domy. Zanim został komisarzem unijnym był podejrzewany o branie łapówek za załatwianie rządowych kontraktów i pranie pieniędzy w Kongu. Następna z oskarżonych osób to Eva Kaili, która była wiceszefową Parlamentu Europejskiego. Aresztowano ją i postawiono zarzuty związane z aferą “Katargate”, praniem brudnych pieniędzy, defraudacji oraz udziału w zorganizowanej grupie przestępczej. W domu policja znalazła torby wypchane pieniędzmi. Przed aresztowaniem ojciec Kaili został zatrzymany w hotelu z walizką z 600 tys. euro. Samej Kaili ma grozić kara kilkunastu lat więzienia. Uważa się że całą afera jest największym skandalem korupcyjnym w historii.
Góra dołuje
To jednak nie koniec czarnej listy, bo oskarżenia sięgają najbardziej znanych polityków unijnych w ostatnich latach. Franz Timmermans, który był komisarzem Unii Europejskiej, wiceszefem Komisji Europejskiej oraz politykiem antypolskim również jest zamieszany w nieczyste interesy. Gdy sprawował mandat komisarza podpisywano kontrakty w organizacjami pozarządowymi, które lobbowały na rzecz Zielonego Ładu. W tej sprawie złożono zawiadomienie w prokuraturze, dotyczące popełnienia przez Timmermansa przestępstwa oraz innego komisarza Virginijusa Sinkevičiusa. Miejmy nadzieję, że to nie jest żaden litewski członek rodziny naszego Sienkiewicza. Tutaj mówi się już o poważnych kwotach, gdyż sprawa dotyczy 7 mld euro, wydanych bez nadzoru. Inną osobą z góry, która została oskarżona, a także aresztowana jest Federica Mogherini, która była szefową unijnej dyplomacji i wiceszefową Komisji Europejskiej. Aresztowano ją kilka dni temu, a wraz z nią zatrzymany został również urzędnik KE Stefano Sannino. Do tego zatrzymano z nim pracownika Kolegium Europejskiego. Mogherini podała się do dymisji z funkcji rektor Kolegium Europejskiego. Kolegium nazywane jest kuźnią kadr. Zarzuty dotyczą w tym przypadku konfliktu interesów, ustawienia przetargu, defraudacji funduszy unijnych, a także naruszenia tajemnicy zawodowej.
Kobieca góra bezkarna
Szefowa dyplomacji europejskiej Kaja Kallas również jest w kręgu podejrzanych, szczególnie że miała ona ewakuować się ze stanowiska premier Estonii na unijne stanowisko po tym jak wybuchła afera związana z powiązaniami biznesowymi jej męża z Rosją. Ursula von der Leyen, która przewodniczy Komisji Europejskiej negocjowała zakup za wiele miliardów preparatów z Pfizera, co nazwano od tego preparatu aferą “Pfizergate”. Ursula von der Leyen odmówiła ujawnienia treści SMS-ów, które wymieniała z dyrektorem tej firmy. Korespondencja dotyczyła zakupu preparatów. Sąd Unii Europejskiej ujawnił, że nie miała do tego prawa, bo łamała zasady transparentności. Nie stawiła się ona również na rozprawę. Polacy lubują się oglądaniu filmu “Miś”, który ma wskazywać na absurdy systemu PRL-owskiego, w którym wszystko miało być postawione na głowie, a panem sytuacji mógł być nawet szatniarz, który do oburzonego klienta, który przyszedł po swój płaszcz miał powiedzieć, że “nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobi?”. W przypadku szefowej Komisji Europejskiej można zamienić tylko płaszcz na to, że nic nie można jej zrobić, choć ona nie pokaże smsów. Obraz afery wygląda jakby grupa jeźdźców apokalipsy miała być rozsadnikami tejże skostniałej struktury, która próbuje dla odwrócenia uwagi ratować się kontynuowaniem wojny na wschodzie Ukrainy i pouczać Rosję, że nie ma prawa zajmować ziem, które od dawna są w ich władaniu. Jednakże te wydarzenia mogą wyglądać jak początek końca jeśli nie całej wspólnoty, to na pewno elit, którym zależeć może na tym aby blokować normalizację sytuacji we wschodniej Europie.




