Nic dziwnego, że rośnie histeria wśród polityków, którzy swój euroentuzjazm mogą po cichu uzasadniać często wieloletnim zasiedzeniem się na brukselskich salonach, bądź też mają nadzieję w przyszłości załapać się na polityczną emeryturę, zasiadając sobie w Parlamencie Europejskim i wygłaszając minutowe przemowy, w których będą mogli ogłosić sobie “precz z kolejnym preczem!”. Histeria związana jest z tym, że spada w Polsce entuzjazm związany z przynależnością Polski do Unii Europejskiej. Dwudniowe referendum w 2003 r. przyniosło 77,5 proc. głosów Polaków, którzy byli za przynależnością do europejskich struktur. Przeciwko było 22,5 proc. Politycy ze strachu przed utratą w przyszłości możliwości dobrego zarobku oraz spokojnego funkcjonowania z daleka od krajowej bieżączki oraz wyborców którzy mogliby wypomnieć stare błędy i wypaczenia celowo powtarzają propagandową narrację o tym, że eurosceptycyzm to sprzyjanie kremlowskiej narracji, gdyż na rozbiciu Unii Europejskiej miałoby zależeć Rosji.
Wzrost w ostatnim czasie
Jak podaje portal “Do Rzeczy”, w przytoczonym sondażu Eurobazooka, który przeprowadził na zlecenie francuskiego magazynu “Le Grant Continent”, w ostatnim czasie nastroje nieprzychylne członkostwu Polski w Unii Europejskiej miały wzrosnąć i to gwałtownie. Można powiedzieć, że praktycznie nic nie zmieniło się w ciągu 22 lat od referendum, a proporcje zostały na podobnym poziomie, zmieniając o 2,5 proc. na plus przeciwników. Z tymże w Europie stajemy się wraz z Francją największymi eurosceptykami. Jednak spada liczna zwolenników bycia w Unii Europejskiej, jeśli spojrzymy że deklaruje chęć pozostania w niej 69 proc. Polaków. Zaniepokojenie polityków i ich propagandowych funkcjonariuszy budzić może fakt, że “wyniki sondażu pokazują drastyczną zmianę nastrojów w Polsce na przestrzeni zaledwie kilku lat. Jak przypomina Gazeta Wyborcza w 2022 roku 92 proc. Polaków popierało członkostwo w UE, w 2024 roku poparcie to spadło do 77 proc.”. Dopiero na tym tle widać, że górka zwolenników zaczęła gwałtownie topnieć, wtedy zapewne jej szczyt był możliwy ze względu na propagandę związaną z pomocą Ukrainie w wojnie z Rosją, co miało pokazać że Europa jest zjednoczona w pomocy, w walce z “rosyjskim okupantem”. Na tle Europy wypadamy więc zdaniem euroentuzjastów niepokojąco. Portugalia i Hiszpania mają być entuzjastyczni w byciu członkami Unii Europejskiej w 90 proc., natomiast sceptyków średnio w Europie jest zaledwie 19 proc. Średnio członkostwo w Unii popiera 74 proc. badanych Europejczyków.
Niejasne przyczyny
Zadziwiającym jest fakt, że nie podano przyczyn takiego podejścia respondentów do braku zaufania w stosunku do Unii Europejskiej. Pozostaje więc na podstawie intuicji oraz różnych faktów domyślić się, że nie brakuje racjonalnych przesłanek do tego aby szczególnie Polacy mieli być niezadowoleni z bycia członkiem tejże wspólnoty po 21 latach od wejścia do Unii Europejskiej. Jak bowiem wszyscy mają być entuzjastami członkostwa w Unii jeśli Unia narzuca nam swoje przepisy prawne, pod groźbą kary wymusza przyjmowania paktu migracyjnego. Oprócz tego nakazuje również odchodzenie od węgla na rzecz droższych w wytworzeniu energii odnawialnych źródeł energii. Do tego dochodzi wprowadzenie ETS oraz plany wprowadzenia ETS2, co podwyższa i w przyszłości jeszcze bardziej podwyższy ceny codziennego funkcjonowania oraz produktów żywnościowych. Wymienić można również zamiar przyjęcia umowy UE-Mercosur, która może doprowadzić do ogromnych problemów rolnictwa, które będzie musiało konkurować z tańszym i gorszym jakościowo rolnictwem w Ameryki Południowej. Wreszcie Unia Europejska, kosztem obywateli krajów unijnych przeznacza ogromne kwoty na nie będącą w strukturach europejskich członkiem Ukrainę i w przyszłym budżecie ma w planie wydać na nią ponad 100 mld euro. Wojenny budżet kosztem różnych cięć, to na pewno nie jest ciekawa perspektywa dla przeciętnego Europejczyka. W końcu ostatnie upokarzanie europejskich polityków przez Trumpa, padający mit o potężnej Europie, przejawiający się w kryzysach rządowych oraz finansowych głównych “lokomotyw” unijnych czyli Francji oraz Niemiec również wzmacnia możny sceptycyzm przed bezrefleksyjnym entuzjazmem w stosunku do Brukseli i jej urzędników. Kontrskuteczna jest także bezwstydna uległość krajowych polityków wobec eurokratów oraz ingerencja ich w wyniki wyborów w Rumunii, Gruzji czy też Mołdawii. Przyczyn tego braku zaufania wobec brukselskich elit jest więcej, ale choćby wyróżnienie tylko tych nakreśla jak pesymistyczny jest obraz będącej w kryzysie “zjednoczonej”, a de facto mocno podzielonej Europy, czego nie chcą dostrzec jej elity, gdyż wiązałoby się to z głębokim dysonansem poznawczym bądź koniecznością złożenia samokrytyki, na co nikogo z nich nie stać.




