Czy prywatyzacja edukacji jest taka dobra?


Nad tym pytaniem zastanawia się w najnowszym numerze “Przeglądu” Kornel Wawrzyniak. Pisze on, że wedle danych GUS niepubliczne szkoły stanowią obecnie 11,6 proc. podstawówek oraz 28,6 proc. liceów. Przez dekadę liczba uczniów szkół prywatnych zwiększyła się o połowę. Popularna stała się również edukacja domowa. To praktykuje ok. 20 tys. uczniów. Szkoły prowadzą również fundacje, w których nie płaci się czesnego, więc niekoniecznie edukacja prywatna musi się wiązać z płaceniem za tą edukację. Rodzice motywują się lepszą przyszłością dla dzieci oraz uciekają przed problemami w szkołach publicznych. Autor ma na myśli przepełnione sale, lekcje prowadzone zmianowo do późnych godzin popołudniowych.

Duże koszty

Koszt nauki w szkole niepublicznej może równać się równowartości używanego samochodu. Średnie miesięczne czesne w dużych miastach waha się od 1,5 tys. do 3,5 tys. Szkoły bardziej prestiżowe kosztują za miesiąc 7-8 tys. W szkołach średnich koszty wynoszą 1,7 tys. do 4 tys. Najbardziej elitarna nauka dotyczy szkoły w której za trymestr płaci się 71 560 zł. Autor stawia pytanie czy pieniądze mogą dawać jakość czy też taka edukacja to spełnienie ambicji rodziców. Wskazuje on że często rodzice mogą dzięki takiej szkole normalnie pracować jeśli dziecko przebywa w niej 8 godzin ucząc się języków oraz chodząc na dodatkowe zajęcia. Pyta się on czy jest to snobizm czy też pragmatyzm.

Przepełnione klasy to problem dla indywidualnego podejścia nauczyciela

Rodzice uciekają z powodu trudnych warunków w szkołach publicznych. Wskazuje się na przykład klasy tak różnorodnych dzieci, że nauczyciele nie są w stanie dostosować formy pracy do każdego ucznia oraz indywidualizować nauczanie. Nauczyciele w klasie 30-osobowej nie jest w stanie poznać możliwości każdego ucznia, więc niemożliwym jest dostosowanie rytmu nauki do potrzeb oraz zainteresowań każdego z nich. Dlatego też rodzice wybierają wysłanie dziecka do klasy gdzie jest 12 osób i każdemu z nich nauczyciel poświęca uwagę. Do tego stawia się tam na praktykę, więcej wycieczek, a sale są dobrze wyposażone. W Warszawie aż 41 proc. dzieci z Wilanowa uczy się w szkołach prywatnych. Na Ursynowie jest to 29 proc., a Wawrze 24 proc.

Czy absolwenci sobie poradzą w życiu?

Największą obawą rodziców będzie to, że dzieci będą miały problem z dostosowaniem się do trudów codziennego życia. Czy właśnie jak to pisze autor cieplarniane warunki oraz nauczyciel na każde zawołanie nie sprawią, że jako już dorosły w przyszłości człowiek, gdy trzeba będzie poradzić sobie z sytuacjami konfliktowymi w różnych instytucjach, czy będzie w stanie temu podołać. Szkoły niepubliczne uczą jednak także tego aby właśnie w przyszłości umieć współpracować, być odpowiedzialnym oraz empatycznym. Także nauczyciele mogą sobie cenić pracę w takich szkołach, gdyż podany jest przykład, że za o wiele mniejszą liczbę godzin można tam otrzymać o wiele większe pieniądze. Nauczyciele nie mogą jednak się tam w dużej liczbie przenieść, gdyż nie ma tylu placówek niepublicznych. Drugim problemem jest praca na śmieciowych umowach w takiej szkole, czyli na umowie-zleceniu.

Więcej ciemnych stron

Podany przykład odrabiania lekcji za dziecko przez rodziców i upominanie ich za to przez nauczyciela spotkał się z reakcją dyrektora, który zwrócił uwagę nauczycielce, że nie może się ona tak zwracać do rodziców. Pojawia się tutaj problem, traktowania rodziców nie jako rodziców dzieci, które mają się czegoś nauczyć, ale jako klientów, którzy mają chcieć płacić za nauczanie ich dziecka w tej szkole. Nauczyciel natomiast jest tutaj tylko dostawą usług. Wszystko jest więc jak w “Kapitale Marksa”. Dyrektora szkoły interesuje tylko wartość wymienna, natomiast rodziców wartość użytkowa. Rację ma więc tutaj mieć klient, pomimo że robi krzywdę swojemu dziecku. Autor zwraca uwagę na koniec, że rozmija się to z celami edukacji fińskiej. Znika autorytet nauczyciela w takiej szkole. W Finlandii natomiast nauczyciel ma autorytet taki jak lekarz czy prawnik. Ministerstwo milczy w tej sprawie gdyż tak jak w resorcie zdrowia liczy się na to, że szkoły prywatne rozwiążą za nich problemy, z którymi sobie publiczna edukacja nie radzi. Pozostaje bowiem pytanie czy na dobre wychodzi uczniom to, że nauczyciel ma dla nich więcej czasu. Na koniec zadaje on pytanie czy uczniowie ze Szkoły w Chmurze, którzy mieli mieć się nauczyć chodzić własnymi ścieżkami wiedzą dokąd idą jeśli zdawalność matury wynosiła u nich 62,58 proc., a średnia krajowa wyniosła w 2025 r. 80 proc. Bo jak widać ewidentnie pieniądze oraz prywatyzacja szkolnictwa nie idzie w parze z odpowiednimi efektami.

Dodaj komentarz

Related Post