Marek Czarkowski w najnowszym numerze “Przeglądu” udowadnia, że obecna sytuacja z najważniejszymi, wskaźnikami tyczącymi się naszego kraju jest coraz bardziej dramatyczna. Ostatnie 3 lata podczas których przeprowadzono co najmniej 2 główne operacje psychologiczne spowodowały nie tylko nakręcanie zbiorowej psychozy najpierw związanej ze śmiertelnym wirusem, który miał spowodować masową umieralność wśród całej populacji światowej. A to wiązało się z różnymi bezprawnymi posunięciami, łącznie z zamykaniem ludzi w domach oraz zamykaniem tysięcy firm, które był objęte “obostrzeniami”. Po niecałych dwóch latach okazało się, że w ciągu jednego dnia to co przed te dwa lata nazywano pandemią zostało anulowane na rzecz psychozy wojennej, której symbolem i głównym zagrożeniem na miejsce wirusa stał się prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. W jednym i drugim przypadku bardzo mocno wyartykułowany został aspekt ekonomiczny, który wysunął się u wielu ludzi na pierwsze miejsce, gdyż musieli sobie radzić z nagłą utratą płynności finansowej związaną z utratą pracy w zamkniętych firmach, utratą dochodów z powodu konieczności zamknięcia własnego biznesu, w końcu w przypadku zamiany wroga z wirusa na Putina doszło do czegoś co nazwano “Putinflacją”. Obwiniano bowiem o inflację Putina, w wygodny sposób tłumacząc sobie wszelkie podwyżki opłat, towarów i usług. I jak pokazuje autor artykułu odbiło się to także na kondycji finansów publicznych.
Nadmierny deficyt
Autor wskazuje na skrajnie skokowy wzrost deficytu budżetowego w ciągu zaledwie 3 lat. W 2022 roku wynosił on zaledwie 12,43 mld zł. W 2023 r. było to już 85,6 mld zł, a w 2024 aż 210,93 mld zł. W tym roku szacuje się, że może on wynieść 289 mld zł. Rzeczpospolita szacuje, że budżet miałby wynieść nawet ponad 300 mld zł. Do tego jak się można dowiedzieć w lipcu 2024 r. Polska, z Francją, Włochami, Węgrami oraz czterema innymi państwami została objęta procedurą nadmiernego deficytu budżetowego. Polska znacznie przekroczyła unijny limit 3 proc. PKB. Sam rząd Tuska zaplanował budżet na poziomie 5,1 proc. PKB. Przytaczane są tutaj przykłady prób zmniejszenia tego deficytu poprzez podwyżkę podatków , aby zyskać choćby 10 mld zł. Choć to i tak liczba znikoma patrząc na wielkość całego deficytu. Tutaj jednak do akcji może wkroczyć Karol Nawrocki, który podpisał deklarację Mentzena, w której zaznaczone było że nie będzie on podwyższać podatków.
Tańszy alkohol zostanie?
Wedle więc zasady, którą ogłosił por Jaszczuk w serialu “07 zgłoś się”, który powiedział że “Słowo podatki, obce jest socjalistycznej formacji społecznej” może się okazać, że premier Tusk próbując tak naprawdę zebrać niewielkie kwoty aby pozornie ratować budżet może pozostać z deficytem, który będzie bez wątpienia bił kolejne rekordy bez możliwości choć kosmetycznego zmniejszenia go. Autor tłumaczy, że Nawrocki jest w stanie zawetować akcyzę na alkohol, jako że pochodzi z określonego regionu, z określonymi nawykami. W tym przypadku wzrost akcyzy jest planowany na 15 proc. Największe kompanie piwowarskie, które są właścicielami najbardziej popularnych piw nie zapłacą więc większych podatków, tak samo będzie w przypadku nie tylko polskich, ale i zagranicznych firm, które produkują znane wódki oraz wina. Organizacje branżowe związane z produkcją alkoholi ostrzegły przed likwidacją miejsc pracy oraz rozwojem szarej strefy. W tym przypadku państwo miałoby niby zyskać 1,8 mld zł, ale w tym przypadku tego zysku nie będzie. Podatek cukrowy od najbardziej szkodliwych napojów słodzonych, a także energetycznych zawierających kofeiną albo taurynę miałby wynieść 1,3 mld zł, ale tutaj jest jedną niewiadomą czy na to się prezydent Nawrocki zdecyduje.
Podatki za hazard i od działających banków również niewiadomą
Także hazard miałby być objęty podatkiem w wysokości 15 proc. od wygranej, wobec dotychczasowych 10 proc. Tutaj może być to związane z niepodwyższaniem tego podatku od 24 lat, wzrostem ceny pojedynczego kuponu z 3 do 5 zł oraz wzrostem także wartości wygranej. To dałoby o ok. 140 mln zł więcej do budżetu. Rocznie państwo zarabia na tym prawie 5 mld zł. Pytaniem pozostaje czy także hazardzistom prezydent Nawrocki na “nie przeszkadzać” w uprawianiu ich procederu, wedle liberalnej zasady “chcącemu nie dzieje się krzywda”? Istotną sprawą staje si kwestia nałożenia podatku dla banków, które także w ostatnich latach mocno się obłowiły. Można wręcz powiedzieć, że ich zyski rosły wprost proporcjonalnie do rosnącego deficytu budżetowego. W 2022 roku banki zarobiły 12,4 mld zł. Było to dwa razy więcej niż rok wcześniej. Natomiast w 2023 roku znów było to przeszło dwa razy więcej, gdyż banki zarobiły tym razem 27,6 mld zł. W ubiegłym roku zyski wyniosły ponad 50 proc. więcej czyli 42 mld zł netto. W tym roku będzie to zysk prawie 50 mld zł. Pomysł rządu to podwyżka CIT dla banków z 19 proc. do 30 proc. co miałoby dać rządowi 6 mld zł. W tym przypadku prezydent Nawrocki miałby czekać na szczegóły legislacyjne oraz nie wykluczać alternatywnych rozwiązań czyli choćby progresywnego CIT-u lub innego mechanizmu, który miałby nie zaszkodzić klientom. Choć to nie będzie łatwe, bo banki mają w zwyczaju każde koszty przerzucać na klientów.
Nie brakuje innych danin
Od dawna już dyskutowano o opłacie reprograficznej na urządzenie elektroniczne co miałoby objąć 1-3 proc. ceny. Wpłynie to naturalnie na cenę tabletów, smartfonów, telewizorów. To miałoby trafiać choćby do artystów za stratę poniesioną z powodu kopiowania utworów na użytek prywatny. Krajowy system e-faktur ma natomiast uprościć rozliczenia podatkowe, uszczelnić system VAT oraz zwiększyć kontrolę nad obrotem gospodarczym. No i zwiększyć dochody budżetu państwa. Samozatrudnieni mają zapłacić większą składkę zdrowotną, możliwym będzie brak odliczania wydatków na firmowe samochody z silnikiem spalinowym. Autor we wnioskach pisze, że ewentualne zmniejszenie deficytu budżetowego o 18 mld zł nie zmniejszy długu publicznego sięgającego obecnie już prawie 2,1 bln zł. Co oznacza 65,3 proc. PKB, a więc przekroczenie limitu wyznaczonego przez Brukselę. Końcowa teza jest taka, że prezydent Nawrocki nie będzie chciał współpracować z Tuskiem z przyczyn koniunkturalnych dla PiS-u. Po prostu chcą oni razem doprowadzić rząd Tuska do “samoobalenia” się.




