Polska bezdzietna przez decyzje

Polska w kryzysie demograficznym

“Widzę mój kraj i pola nieorane
Nie słyszę śmiechu dziecięcych ust
Snują się smutne istoty przegrane
Co zapomniały ojczystych słów”

KSU “Kiedy naród umiera”

Paweł Chmielewski w najnowszym wydaniu “Do Rzeczy” pochyla się nad problemem wymierania narodu polskiego. Pisze o tym, że za dwa pokolenia ludność kraju może się skurczyć do poziomu takiego jakie był w Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Natomiast propozycją Donalda Tuska na to jest zabijanie nienarodzonych dzieci, zwane popularnie aborcją. W 2024 r. urodziło się w Polsce 252 tys. dzieci. A to oznacza jak już wcześniej przypominano przy innej okazji najmniej urodzeń od czasów drugiej wojny światowej. Wskaźnik dzietności obecnie wynosi 1,099. Zastępowalność pokoleń wymaga wskaźnika 2,1. A dzietność zdaniem ekspertów ma spaść jeszcze do poziomu 0,9. Okazuje się, że taki poziom prezentuje Korea Południowa. Autor wskazuje na paradoks katolickiego narodu im. Jana Pawła II, będącego na krawędzi samozagłady demograficznej.

Może być gorzej niż przewidują

Artykuł udowadnia, że prognozy nie są adekwatne to rzeczywistego możliwego scenariusza. A więc jego zdaniem są zbyt optymistyczne. Wyliczenia ONZ mówią o tym, że Polaków miałoby zostać 14 mln ludzi, podczas gdy przyjęto wtedy dzietność na poziomie 1,3 oraz wzięto pod uwagę wysoką migrację. Autor twierdzi, że także GUS podchodzi do sprawy nazbyt optymistycznie zakładając, że w 2060 r. ma być w Polsce 32,9 mln ludzi. Sam stawia tezę, że w 2100 r. będzie w Polsce mieszkało 10 mln ludzi, w tym etnicznych Polaków zaledwie kilka milionów. Przyczyną tego stanu rzeczy jest w opinii autora fakt, że Polacy mają problem z oczekiwaniami. Te są odmienne od rzeczywistości. Chcą oni żyć w sposób niekompatybilny z wielodzietnością. Smutny wniosek, któremu dowodzi mówi, że Polacy zwyczajnie wybierają wygodę, na co dowodem jest to, że niemal każdy inny naród na świecie, ma więcej dzieci niż my. Wszystko to bez względu na poziom zamożności. W efekcie najistotniejsze są ludzkie decyzje, a nie warunki ekonomiczne.

Brak zainteresowania problemem

Wzrost liczby osób z innymi priorytetami powoduje, z kobiet urodzonych w 1958 r. tylko 8 proc. z nich nie miało dzieci. Natomiast dzisiaj dzieci nie ma co czwarta 40-latka. W 40 proc. rodzin jest tylko jedno dziecko. Reszta ma prawie wyłącznie dwójkę dzieci, natomiast wielodzietne rodziny stanowią 8,6 proc. wszystkich rodzin, z czego co najmniej czwórkę dzieci ma 2,9 proc. z nich. W artykule pada zarzut, że nie toczy się żadna debata na ten temat ani nie wspiera się kampanii na rzecz wielodzietności. A przecież słusznie stawia on tezę, że biologiczne przetrwanie narodu powinno być najważniejszą troską polityków. Wskazuje on na przykład Wietnamu, który tak jak Chiny prowadził kontrolę urodzeń, a “nadmiarowe” dzieci zostały zabijane w “aborcjach”. Obecnie władze kraju zreflektowały się i zaczęły stawiać na większą dzietność. Z tymże ta wynosi w kraju 1,9 co stanowi o wiele większy wskaźnik w tym kraju. Polskie władze natomiast promują zabijanie nienarodzonych dzieci zwane aborcją, promocję deprawacji młodzieży poprzez ideologię LGBT, a także dzięki polityce historycznej poczucie wstydu z bycia Polakiem. Jedyny program rodzenia to zapłodnienie in vitro, co naturalnie nie wystarcza. Jako przyczynę tego stanu rzeczy wskazuje on wizję kulturową obecnej władzy, z której wynika że patrząc na “mroczną” historię Polskie najlepiej gdyby jej nie było.

500 + to za mało

Wskazana jest próba odwrócenia tego trendu przez PiS, która zakończyła się niepowodzeniem. Programy 500+ oraz 800+ oraz ulga dla rodzin 4+ która pozwalała na duże odliczenia podatku dochodowego nie przyniosły oczekiwanych rezultatów. Ta ostatnia ulga mogła zachęcić do tego rodziny z trójką dzieci. Autor twierdzi, że w przypadku 800+ lepiej mogło być to wykorzystane gdyby zrobiono ten program na na drugie i kolejne dziecko. Rodziny mające jedno dziecko mogłyby otrzymywać co roku 1600 zł co miesiąc, co by już było znaczącą kwotą. Do tego proponował on progresję, aby na kolejne dziecko zwiększać dotację o 50 proc. Jednak zdaniem Pawła Chmielewskiego najważniejsza jest kultura i duma z posiadania dzieci. Staropanieństwo i starokawalerstwo uchodziło za dyskredytujące, gdyż uważano to za działanie na szkodę narodu. Bezdzietność jako moda oznacza obecnie odrzucenie myślenia w kategoriach wspólnotowych. Państwo jego zdaniem powinno organizować duże kampanie prorodzinne. Wartości młodych ludzi czyli luz, przyjemność i swoboda życiowa powinny być cechowane negatywnie i premiowane za to posiadanie dzieci. Zwraca się on także w stronę duchowieństwa, które w Kościele katolickim milczy na ten temat, co przeczy przecież zasadzie biblijnej z Księgi Rodzaju, która brzmi “Rozmnażajcie się i czyńcie sobie ziemię poddaną”. Można powiedzieć w kwestii polskiego Kościoła “nihil novi sub sole” gdyż polski Kościół milczy zarówno sprawie wojen jak i przemocy ekonomicznej.

Dodaj komentarz

Related Post