Tragedia podczas pokazów w Radomiu, w którym zginął pilot kierujący samolotem F-16, mało komu uzmysłowiła, że mieliśmy do czynienia z brakiem wyobraźni oraz odpowiedzialności kadry dowódczej. Jak zwykle doszło do sytuacji, w której w mediach przetaczała się rozpaczliwa narracja na temat żałoby po zmarłym majorze Krakowianie, natomiast nie zadawano sobie pytania o celowość uczestnictwa w takich pokazach wojskowych będących w czynnej służbie. Brakowało także innych, istotnych refleksji. W najnowszym numerze pisma “Do Reczy” Ryszard Gromadzki rozmawia z byłym zastępcą szefa Sztabu Generalnego Wojska Polskiego oraz wiceprezesem Stowarzyszenia Euro-Atlantyckiego gen. Leonem Komornickim. Tłumaczy on pytającemu go redaktorowi, że w charakter misji pilota wojskowego wpisane są ryzyka wynikające z zadań bojowych w służbie obrony Rzeczypospolitej, a nie w cyrkowych ekwilibrystykach, które nie mają nic wspólnego z zadaniami wykonywanymi na współczesnym polu walki w przestrzeni powietrznej, a także zadaniami wykonywanymi na rzecz sił lądowych lub innych rodzajów sił zbrojnych. AirSHOW w Radomiu nazwał generał “pokazuchą”, która ma służyć zaspokojeniu potrzeb polityków i decydentów, którzy wykorzystują wojsko do swoich partykularnych celów.
Inny punkt widzenia Sztabu Generalnego
Sztab Generalny natomiast oświadczył, że takie pokazy to istotny element szkolenia pilotów i całych załóg, okazja do doskonalenia procedur, pracy zespołowej i koordynacji działań w warunkach zbliżonych do operacyjnych. Oprócz tego taki pokaz miał zaprezentować zdolności naszych Sił Powietrznych oraz jest świadectwem profesjonalizmu i nowoczesności. Na tą argumentację gen. Komornicki mówi, że Dowództwo Operacyjne odpowiada za wykorzystanie sił zbrojnych w obronie państwa i niedopuszczalne jest upolitycznianie wojska. Polski generał stwierdził, że udział w pokazach czynnych wojskowych powinien być bezwzględnie zakazany. Mamy niedostatek samolotów bojowych z własnej winy, oddając Ukrainie migi-29. Nie wiadomo czy te migi które zostały w linii i są wykorzystywane do dyżurów bojowych w przestrzeni powietrznej. Do tego wymienia on kupione za 14 mld zł samoloty F/A-50 bez uzbrojenia. Nie mogą więc one pełnić żadnych funkcji obronnych. Na pytanie czy pozostają nam F-16 gen. odpowiada, że nie wie jak wygląda ukompletowanie załóg miga-29. Przypomina on również, że nie wszystkie F-16 są sprawne oraz nie wszystkie obsadzone. Jasno także tłumaczy, że generałowie są sługami swoich podwładnych, a nie sługusami polityków. Co dobrze pokazane zostało w książce “Armia w ruinie”, jak to właśnie politycy rządzili wojskiem podczas rządów Zjednoczonej Prawicy.
Wojsko to nie cyrk
Siły Zbrojne jak zaznacza gen. Komornicki mają jasno zdefiniowane zadania, a ich realizacji ma służyć sprzęt zakupiony za ciężkie pieniądze. Zadania mają służyć bezpieczeństwu państwa. Wykorzystanie wojska do innych celów jest nadużyciem, gdyż wojsko to nie cyrk. Pokazy jego zdaniem mogą wykonywać oficerowie czy generałowie w stanie spoczynku. Do tego powinni na własne ryzyko urządzać pokazy korzystając z zasobów aeroblubów lub prywatnych struktur, które są tworzone z myślą o eskadrach występujących na pokazach. Sztuka wojenna natomiast oraz siły powietrzne państwa znajdującego się w stanie wojny wymaga aby na jeden samolot przypadało trzech pilotów. Podczas gdy ten F-16 obsługiwał jeden, zmarły pilot. W tym przypadku doszło do rzeczy niedopuszczalnej, w której jeden pilot był od wszystkiego. Służył do dyżurów bojowych, pokazów czy defilad. Generał zapytuje także dlaczego nie awansowano majora Krakowiana w wieku 35 lat , wykorzystując jego potencjał, wiedzę oraz doświadczenie w dowodzeniu Siłami Powietrznymi. Stało się to zdaniem generała gdyż major był przeznaczony do tego aby błyszczeć w pokazach za wszelką cenę. To było przyczyną blokowania jego awansu. Ale jego jako utalentowanego pilota powinny obowiązywać standardy bezpieczeństwa jak twierdzi gen. Komornicki. Tym czasem pilot stawiał sobie coraz to nowe wyzwania, które były sprzeczne z oczekiwaniami, które powinni przedstawić przełożeni dotyczącymi pokazu. Złamano granice racjonalnego ryzyka, gdyż nie zainteresowano się tym, że mistrzowie przestworzy nie mają żadnych hamulców i stawiają sobie nowe wyzwania.
Brak reakcji przełożonych
Z wywiadu można wywnioskować, że zamiast wylewać łzy nad zmarłym pilotem co było powszechne powinno się wyciągnąć z tego refleksję, których wiele pojawia się w wywiadzie. Piloci to bardzo charakterni ludzie i kolejne wyzwania ich nakręcają. Natomiast przełożeni powinni ich trzymać, powściągać i w porę odsuwać od tego aby sobie nie wyrządzili krzywdy. A że przesuwali granice ryzyka to stało się to w opinii generała pierwszą przyczyną tragedii w Radomiu. To też jego zdaniem świadczy o braku polityki kadrowej w Siłach Powietrznych. W dowodzeniu wojskiem powinni być potrzebni ludzie tacy ja zmarły major Krakowian i błędem było go nie awansować, natomiast w jego miejsce awansuje się lizusów, karierowiczów i oportunistów. Brak trzech pilotów na jeden samolot bojowy powoduje, że piloci są przeciążeni. Przy obciążeniach, wyzwaniach i stresie pilot jest w stanie wytrzymać dwie-trzy godziny. Zasady mówią o tym, że jeden pilot jest w powietrzu, drugi czuwa na dyżurze, a trzeci odpoczywa. I o taki stan podejrzewa udzielający wywiadu nasze Siły Powietrzne. Piloci będący w służbie są ekstremalnie obciążeni. Przekracza się tutaj wszelkie normy podyktowane biologią, odpornością psychiczną czy zmęczeniem. Na koniec wywiadu oskarża on także gen. Kukułę o brak wydania żołnierskiej komendy, która zabraniałaby udziału w takich pokazach wybitnego pilota. Jak więc widać, nie zmienia się nici nadal brak zwykłej odpowiedzialności w tak ważnych sferach kraju przeważa rozumnym działaniem gdzie liczy się nie efekciarstwo zamiast troska o dobro kraju oraz aby znów ktoś uzdolniony nie stracił z powodu stałej zasady “jakoś to będzie” nie straci życia lub zdrowia.




