We Francji próbowano w ostatnim czasie uchwalić ustawę opodatkowującą fortuny miliarderów. Pomimo, że Zgromadzenie Narodowe większością 116 do 39 uchwaliło tą ustawę, to jednak Senat projekt odrzucił. Wysokość podatku miała wynieść 2 procent. Tym czasem jak podaje Sarah Bomba w korespondencji z Francji, w najnowszym numerze “Przeglądu”, w tym kraju dochodzi do stopniowego obniżani się poziomu życia Francuzów, niedofinasowania instytucji publicznych oraz odpływu turystów, co odbija się na obecnej sytuacji gospodarczej. Deficyt sięga 6 proc. rocznie, a dług publiczny wynosi 110 proc. majątku narodowego. I dlatego postuluje się opodatkowanie najbogatszych, sięgających po różne formy optymalizacji podatkowej. A to prowadzi do mniejszych wpływów do budżetu kraju.
Metody cwaniaków na niepłacenie podatków
Autorka przywołuje przykład Bernarda Arnaulta, prezesa koncernu LVMH i niegdyś najbogatszego człowieka świata. Jedną z metod są luki i przywileje w systemach podatkowych. Lokuje on swoje holdingi w krajach o korzystniejszych warunkach fiskalnych. W rajach podatkowych zakłada on spółki, które formalnie świadczą usługi dla firm zarejestrowanych we Francji. W efekcie transfer części zysków idzie do państw o niskich bądź zerowych podatkach. Do tego dochodzi prawo spadkowe. Pakt Dutreila, który pozwala na częściowe zwolnienie z podatku przy przekazywaniu firmy rodzinnej przedsiębiorcy mogą obniżyć podatek do 75 proc. Korzystają na tym zazwyczaj najbogatsi, choć pierwotnie mieli korzystać mniej bogaci. Tak samo było z Polskim Ładem, na którym skorzystały duże firmy z rozbudowanym zapleczem księgowym.
Pół miliarda oszczędności
Francuski miliarder miał na tego typu wykorzystaniu luk zaoszczędzić w latach 2007-2017 518 mln euro. Pomogła mu w tym Fundacja Louis Vuitton, która zajmuje się promocją sztuki współczesnej. Skorzystał on na tym, że francuskie prawo od 2003 r. pozwala firmom odliczać od podatków aż 60 proc. wartości darowizn na cele kulturalne i publiczne. Oprócz unikania płacenia podatków Arnault finansuje sobie prywatne kolekcje artystyczne. Muzea publiczne mają obowiązek zapewniać bezpłatny dostęp różnym uprzywilejowanym grupom społecznym, a wspomniana fundacja może te obowiązki omijać. W efekcie wiele mniej uprzywilejowanych grup społecznych jest wykluczonych z dostępu do sztuki. Autorka wnioskuje, że uprzywilejowani miliarderzy unikają więc odpowiedzialności fiskalnej oraz przekształcają mechanizmy wsparcia w narzędzia pomnażania prywatnego zysku.
Polityka dzięki darowiznom
Artykuł wykazuje, że najbogatsi mają większy wpływ na politykę niż klasa średnia czy ludowa. Pokazane jest to na przykładzie tego ile pieniędzy przekazuje na partie polityczne 10 proc. najbiedniejszych Francuzów, a ile najbogatsi. Stosunek wynosi 10 eurocentów do 370 euro. Najbardziej wpływowi sponsorzy tych drugich rocznie wpłacają 5245 euro rocznie. Do tego państwo zwraca część darowizn w formie ulgi podatkowej. Naturalnie korzystają z niej najbogatsi, średnio zyskując ok. 400 euro rocznie. Z funduszy publicznych korzysta do tego też zazwyczaj grupa najbogatszych. Średnio rocznie zyskują oni 3,9 tys. euro per capita środków publicznych, natomiast na najuboższe 40 proc. przypada 73 euro. To uwidacznia kto wpływa na decyzje polityczne
O uwalonym podatku
Odrzucony projekt ustawy o opodatkowaniu najbogatszych Francuzów, którzy stanowili 0,01 proc. społeczeństwa i zarabiali powyżej 100 mln euro i mieli zapłacić od tego 2 proc. podatku uzasadniano tym, że obecny system sprzyja omijaniu opodatkowania przez miliarderów, a klasa średnia ponosi największe koszty obciążeń fiskalnych. Decyzja Senatu zdaniem autorki artykułu pokazała, że silne są interesy najzamożniejszych grup społecznych i trudna jest droga do zmiany systemu. Opodatkowanie najbogatszych w tym przypadku miało dotyczyć majątku faktycznego, a nie wartości spekulacyjnej ich akcji. Zyski z jego wprowadzenia mogłyby wynieść rocznie od 15 mld do 25 mld euro rocznie. 77 proc. Francuzów popierało wprowadzenie takiego podatku. Ten zamiar wiąże się z tym co autorka pokazuje na przykładzie problemów z uchwaleniem budżetu. W tym roku przewidziano 40 mld euro oszczędności, by móc poradzić sobie z narastającym kryzysem. Niedofinansowane są szkoły, uczelnie, brak jest funduszy na renty dla osób z niepełnosprawnościami oraz doszło do klęski ochrony zdrowia.
Argumenty przeciw ustawie
Głównym argumentem przeciwko ustawie jest ten, który ostrzega przed ucieczką najbogatszych obywateli z kraju. Ponoć podobna sytuacja miała wystąpić w Wielkiej Brytanii, gdyż z kraju wyjechało 4,4 tys. milionerów, a kraj miał stracić 110 mld euro przychodu. Innym przykładem na to jest Norwegia. Do tego kwestionuje się skuteczność takiej formy opodatkowania w zmniejszaniu deficytu budżetowego oraz długu publicznego. I tutaj autorka się zgadza twierdząc, że system kapitalistyczny opiera się na długu generowanym w wyniku cyklicznych procesów gospodarczych. Chęć opodatkowania najbogatszych jest popierana także w innych krajach. Takie kroki podejmuje się w Brazylii, Belgii czy też Holandii. Popierają pomysły nobliści z dziedziny ekonomii. Wskazuje się na ścisły związek między koncentracją bogactwa, a pogłębiającym się kryzysem demokracji czy postępującą katastrofą klimatyczną. We wniosku pisze ona, że “tolerowanie nieproporcjonalnego wpływu najbogatszych na życie publiczne i normalizacja odmowy uczestnictwa w finansowaniu dobra wspólnego prowadzą do erozji umowy społecznej”. Takie usprawiedliwianie nadmiernych przywilejów elit, które stosuje prawica oznacza osłabianie solidarności społecznej wedle korespondentki Przeglądu. Wzmacniać ma to przekonanie, że prawo oraz odpowiedzialność mają zastosowanie wyłącznie wobec reszty obywateli. To prowadzi niebezpieczną ścieżką do moralnej bezkarności oraz całkowitego triumfu interesu jednostkowego nad wspólnotowym. Kolejna walka więc jak widać została przegrana, ale narastają głosy mówiące o tym, że nie można tego tematu zarzucać.



