17 sierpnia 2025 roku odbyły się wybory prezydenckie, które zakończyły się mocną klęską kandydata, który miał być ewentualnym następcą pozbawionego możliwości kandydowania w wyborach Evo Moralesa. Tenże nie mógł kandydować w w wyniku decyzji boliwijskiego Trybunału Konstytucyjnego która zapadła 5 czerwca. Natomiast właśnie Andronico Rodriguez został do tych wyborów ostatecznie dopuszczony. Była to jedna z trzech decyzji wspomnianego Trybunału Konstytucyjnego. Jest on przewodniczącym Senatu i niegdyś bliskim współpracownikiem Moralesa. W wyborach jednak poległ gdyż uzyskał zaledwie 8,15 proc. głosów. To wszystko oznaczać więc może na ten czas koniec Ruchu Ku Socjalizmowi czyli w skrócie MAS, który był znakiem ostatnich 20 lat na scenie politycznej.
Pierwsza tura dla prawicy
Obecnie pytanie jest otwarte czy prezydentem zostanie Jorge Quiroga czy też Rodrigo Paz Pereira. Pierwszy z nich to dyrektor IBM, wykształcony w Stanach Zjednoczonych, pełniący funkcje w MFW, Banku Światowym i innych instytucjach. Czyli klasyczny człowiek Ameryki. “Obecnie należy do grona byłych prezydentów-aktywistów, którzy wtrącają się w każdy rząd Ameryki Łacińskiej, który nie podążał za wolą Waszyngtonu, szczególnie za pośrednictwem Klubu Madryckiego – czegoś w rodzaju regionalnego Davos dla byłych prezydentów”. Drugim kandydatem, który dostał się do drugiej tury jest Rodriga Paz Pereira, który jest chadekiem oraz był burmistrzem miasta Tarija, zanim został senatorem. To właśnie ten drugi wygrał pierwszą turę wyborów zdobywają niewiele ponad 32 proc. głosów, a na drugim miejscu uplasował się Quiroga z prawie 27 proc. głosów. Sam kandydat MAS zajął dopiero szóste miejsce z marnym wynikiem. Za to aż 19 proc. głosów oddano jako nieważnych, co było wynikiem nawoływań do oddawania takich głosów przez niedopuszczonego do startu w wyborach Evo Moralesa.
Zaprzepaszczony dorobek
A przecież to czego dokonano przez dwie dekady przeczyło jakimś prymitywnym opiniom o rządach nieudolnych “komunistów” czy też “populistów” którzy niszczyli kraj. Realne wskaźniki wskazywały na to, że można dzięki rządom uznawanym za socjalistyczne poprawiać byt milionów obywateli. Nacjonalizacja węglowodorów w Boliwii dawała wzrost na poziomie prawie 5 proc. Działo się tak przez 13 lat. Wszystko działo się “przy znacznych inwestycjach publicznych w drogi i elektryfikację, stworzeniu kompleksowej sieci opieki społecznej oraz zapewnieniu dotacji na edukację, paliwo i osoby starsze”. Ubóstwo zmniejszono z 60 proc. w 2005 roku do 35 proc. w 2019 r. Skrajne ubóstwo spadło natomiast z 38 proc. do 15 proc. Zamach stanu przeprowadzony w 2019 roku doprowadził do obalenia Moralesa, pomimo wcześniejszych, ostrzegawczych sygnałów. Ostatecznie wtedy wybory wygrał były minister gospodarki Luis Arce, który miał kontynuować będącego na wygnaniu Moralesa. Pęknięcia w MAS doprowadziły do podziałów między Moralesem a Arce i ostatecznie zakazanie startu w wyborach Moralesowi.
Uderzenie z prawa w podstawy rodzącego sie nowego porządku
Sam zamach stanu był związany z chęcią dobrania się przez Stany Zjednoczone do złóż litu. Obecny wynik wyborów może oznacza odwrót od kierunku który Boliwia obrała wobec BRICS. W styczniu tego roku stała się ona państwem partnerskim. Skończyć się może podobnie jak w przypadku Argentyny, która miała przystąpić do BRICS w styczniu 2024 roku, ale zwycięstwo Milleya zahamowało ten proces. Tutaj Boliwia może zostać wycofana z partnerstwa. Do tego Diego Sequera, autor artykułu na temat obecnej sytuacji twierdzi, że zatrzymane zostaną wszystkie społeczno-polityczne osiągnięcia w Boliwii. A przecież są one zapisane w Konstytucji. Boliwia jako krytyk ludobójczej polityki Izraela może więc także stać się nagle jej gorącym zwolennikiem po drugiej turze wyborów prezydenckich. Wreszcie spodziewana jest w związku z tym zmiana na kierunek neoliberalny, co oznaczać może duże wstrząsy w społeczeństwie. Autor wskazuje, że 19,2 proc. nieważnych głosów oddanych za namową Moralesa oznacza de facto trzecią siłę polityczną w Boliwii, a to może być przesłanką do tego że próby zduszenia społeczeństwa brutalnymi reformami mogą napotkać na ostre sprzeczności. Pisze on na sam koniec, że “Boliwia leży w geograficznym sercu Ameryki Południowej – ale także jej duchowym sercu. Dzieło Wyzwoliciela Simóna Bolívara z 1826 roku, którego nierówna kompozycja pod wieloma względami odzwierciedla złożoną mozaikę Ameryki Południowej. To odwieczne stwierdzenie może również sygnalizować potencjalne przejawy wysoce skutecznego oporu, jeśli jego instrument będzie w stanie wytrzymać to, co nadchodzi, i przetrwać kolejną falę trudności i ewentualnej brutalności. Niewiele narodów przetrwało to, co Boliwia, i przeżyło, by o tym opowiedzieć. Takie, które z pewnością okaże się po raz kolejny intensywne i rozległe”. Może więc rozgorzeć walka, która wcale nie musi zostać przegrana.




