Nie chcą walczyć i umierać za “Wolną Ukrainę”


Ostatnie wydarzenia na Alasce oraz w Waszyngtonie pokazały, że zwycięzcami mogą ogłosić się Władimir Putin oraz Donald Trump. Coraz bardziej do świadomości tych, którzy mają interes w tym aby kontynuować wojnę dociera fakt, że dobiega ona końca. Wprawdzie nadal będą toczyć się walki na froncie. Nadal także niestety będą ginąć zarówno żołnierze na froncie, jak i cywile na ulicach i w domach. Jednakże chcąca kontynuacji wojny Europa oraz przywódca Ukrainy Władimir Żełeński zostali wezwani do Waszyngtonu aby dowiedzieć się od prezydenta Stanów Zjednoczonych, że nadeszła rzeczywiście chwila aby powiedzieć w końcu, że to “pobite gary!” i czas zaakceptować nie tylko ten stan ale i zgodzić się na ustępstwa. Do tego Europa niby chciałaby aby jeszcze trwał ten sen, ale szczególnie teoretycznie bogatsze i potężniejsze państwa tego kontynentu nie chcą wysyłać swoich wojsk aby mieli bronić resztek “Wolnej Ukrainy”, więc na ten krok zdecydowała się ewentualnie Litwa, Estonia gotowa nawet walczyć do końca, a ostatnio mgliście zadeklarował wysłanie swoich wojsk Petr Pavel czyli prezydent Czech, który jednak powiedział, że najpierw trzeba poczekać na ustalenia.

Ukraińcy wybierają życie

Marta Hawryszko, która jest ukraińską historyczką, prześladowaną na Ukrainie za krytykę nacjonalizmu i w związku z tym zmuszoną do emigracji do Stanów Zjednoczonych pisze w swoim najnowszym artykule o znamiennym tytule “Ukraina: Lepiej żyć, niż umierać bohatersko”, że “na Ukrainie coraz bardziej widoczny i radykalny staje się opór wobec przymusowego werbowania”. Nie tylko więc regularne wojska z krajów “wspierających” Ukrainę sprzętem nie chcą walczyć i umierać za “Wolną Ukrainę”, ale i sami Ukraińcy po ponad 3 latach nie widzą sensu aby właśnie narażać swoje życie i zdrowie w de facto przegranej sprawie. Szczególnie po tym co zobaczyli w Stanach Zjednoczonych. Dochodzi do takich aktów desperackich, że w różnych miastach czy centrach rekrutacyjnych Ukraińcy potrafią targnąć się na swoje życie, choćby okaleczając się w drastyczny sposób. Autorka podaje przykłady takich miast jak Kijów, Równe, Lwów, Połtawa. Przyczyną było bezprawne zatrzymanie, bądź znęcanie się psychiczne lub fizyczne nad nimi. Co ciekawe, a nie znane szerzej zachodniej opinii publicznej “«Zwykli» mężczyźni, ci, którzy nie chcą uciekać przed rosyjskim dronem ani zbierać rozrzuconych szczątków towarzysza rozerwanego na strzępy przez minę, najwyraźniej stanowią obecnie większość. Około sześciu milionów nie zaktualizowało swoich danych rejestracyjnych w centrach rekrutacyjnych, zgodnie z wymogami prawa wojennego”.

Zmiana poglądu po 3 latach

Rekrutacja na front stanowi obecnie niemalże coś w rodzaju wyroku śmierci dla człowieka, dlatego też autorka opisuje przypadki wyskakiwania rekrutów przez okna w centrach rekrutacyjnych różnych miast na Ukrainie. Przez ponad 3 lata zmieniła się optyka patrzenia na to czy walczyć z Rosją w rozpoczętej wtedy wojnie. W 2022 roku był jednak zapał do tego gdy Rosja maszerowała na Kijów, ale po kilku latach ludzie nie chcą już walczyć z powodu obietnic bez pokrycia, przedłużającego się konfliktu, braku odszkodowań dla żon poszkodowanych. Do tego dochodzą informacje o “dowódcach rzeźnikach”, którzy mają wysyłać na pewną śmierć rekrutów, fatalnych szkoleniach oraz powszechnej korupcji. A przecież w ostatnim czasie media obiegła informacja o wykradzeniu przez hakerów danych ze Sztabu Generalnego Ukraińskich Sił Zbrojnych, z którego wynika że zginęło bądź zaginęło 1,7 mln żołnierzy, a liczba miała rosnąć z każdym rokiem skokowo.

Różne formy oporu

Gdy weźmie się pod uwagę te wszystkie fakty, które zbierze się w jednym miejscu i spojrzy na to z punktu widzenia potencjalnego rekruta mającego jechać na front, na którym wedle obliczeń ma szansę przeżyć bardzo krótki okres to nie dziwi w ogóle fakt, że stawiają oni zacięty opór, gdyż jest to walka o przeżycie. Mężczyźni nie chcą więc okazywać dokumentów, wchodzić do pojazdów, powołują się na małe dzieci oraz bronią w różny sposób od kijów po broń palną. Do tego sieć obiegają filmy jak porywanych ludzi ratują przechodnie, nierzadko kobiety, które same na front nie mogą być powoływane. Dochodzi w związku z tym do protestów, choćby kobiet których ktoś z rodziny znalazł się na froncie ale chcą aby inni podzielili los jej członka rodziny. Aby uniknąć tak “szlachetnego zajęcia” jak walna za “Wolną Ukrainę” mężczyźni próbują także innych sposobów jak fikcyjny rozwód z żoną aby udawać samotnie wychowującego dziecko ojca, ale i fikcyjne małżeństwa z niepełnosprawnymi kobietami aby sprawować nad nimi opiekę. Co ciekawe dużo mężczyzn zatrudniło się do tak słabo płatnej pracy jak nauczyciel, co też zwalnia przed pójściem na front. Sposobów tych jest więcej i pokazuje, że każdy jest dobry, aby pokazać że o wiele lepiej jest żyć i umierać za fikcyjną ideę, za którą kryją się interesy miejscowych elit skolonizowanego państwa, bądź interesy tych, którzy Ukrainę do tej wojny z Rosją popchnęły.

2 thoughts on “Nie chcą walczyć i umierać za “Wolną Ukrainę””

  1. Co do Ukrainy, wszystko z grubsza jest jasne i wiadome. Problem w tym, kiedy sami Ukraińcy, zrozumieją, że globalny Zachód, wykorzystuje ich, jako narzędzie, do walki z Rosją.
    Moje pytanie brzmi, co zrobi polskojęzyczna klasa polityczna, żyjąca z ziania nienawiścią do wszystkiego co rosyjskie, w chwili gdy umilkną działa?
    Czy totalnie ogłupione polskie społeczeństwo, da sobie wcisnąć, kolejny kit?

Dodaj komentarz

Related Post