Washington Post ujawnił istotę rozmowy Putina z Trumpem, która oficjalnie miała odbyć się pierwszy raz od czasów spotkania na Alasce, choć inne źródła mówią, że Trump miał zadzwonić do Putina także w dniu jego urodzin aby złożyć mu życzenia. Co też na marginesie byłoby czymś logicznym, gdyż przecież nie o każdej rozmowie obydwu przywódców muszą być informowane światowe media. Prezydent Federacji Rosyjskiej w podczas rozmowy telefonicznej odbytej dzień przed przybyciem do siedziby Trumpa Wołodymyra Żełeńskiego zażądał oddania kluczowych terytoriów. Urzędnicy mieli stwierdzić, że to spowoduje znaczne szkody Ukrainy i zaszkodzić by miało procesowi pokojowemu. Żądanie konkretnie miało dotyczyć zrzeczenia się kontroli nad regionem Doniecka jako warunku zakończenia wojny. Przyczyn tego, że przez 11 lat Rosja nie mogła opanować tego terytorium było to, że ukraiński siły były głęboko zakorzenione na tym terytorium, a oprócz tego jest to poważny bastion który powstrzymuje Rosję przed szybkim marszem na zachód Ukrainy.
Coś za coś
Publicyści zauważają, że Putin nie wycofuje się ze swoich wcześniejszych żądań, choć Trump był pełen entuzjazmu, że konflikt zostanie zakończony. Władimir Putin miał powiedzieć także że w zamian jest w stanie odstąpić części dwóch innych regionów Ukrainy, częściowo przez Rosję przejętych. Mowa tutaj o Zaporożu oraz Chersoniu. Warunkiem jednak właśnie ma być pełna kontrola nad Donieckiem. Zauważono, że żądanie jest nieco mniejsze od tego które wysunął on na Alasce. Pomimo że niektórzy stwierdzili że jest to postęp, to Ukraińcy w taki sposób tego nie przyjmą. Przyrównano to do sprzedania własnej nogi, w zamian za nic. Jako że linia frontu pozostaje na praktycznie nie zmienionym poziomie od roku to zauważa się, że Trump waha się mocno między obydwoma stronami konfliktu. Choć widać było, że efekty rozmowy z prezydentem Rosji miały swój skutek podczas rozmów z Żełeńskim. Tym razem wahadło wychylić się miało znów na korzyść Rosji.
Przekazanie żądań Putina
Nieprzypadkowa rozmowa obydwu prezydentów dzień przed wizytą Żełeńskiego była przekazaniem tych żądań ukraińskiemu przywódcy przez stronę amerykańską. Wcześniej informowano że atmosfera podczas spotkania Żełeńskiego z Trumpem była chłodna. Na lotnisku przywitał go… szef biura prezydenta Ukrainy, natomiast amerykański prezydent miał na spotkaniu sobie z niego kpić. Najnowsze wieści informują, że Trump miał podczas rozmowy z nim wielokrotnie przeklinać i namawiać do przekazania terytoriów Putinowi. Oprócz odmowy przekazania Ukrainie Tomahawków przekazać on miał Żełeńskiemu informację w stylu że kraj zamarznie i zostanie zniszczony jeśli Ukraina nie zawrze umowy z Rosją. Na to samo miał nalegać Steve Wittkoff, który uczestniczył w delegacjach związanych z rozmowami na temat wojny na Ukrainie. Dlatego też Trump miał powiedzieć aby zawrzeć umowę tam gdzie oni są, na linii rozgraniczenia. Reuters sugeruje że Trump miałby dążyć do jak najszybszego zakończenia tego konfliktu nawet z niekorzyścią dla Ukrainy. Zachodni publicyści zarzucili więc Trumpowi gotowość do ustępstw wobec żądań Putina, choć zapomnieli że zawsze może on w każdej chwili zmienić zdanie, aby znów przypodobać się na chwilę drugiej stronie. Pełne sprzeczności są także wypowiedzi Żełeńskiego, który powiedział że nie zgodzi się na wycofanie wojsk z Donbasu, jednocześnie mówiąc że wojna zbliża się do możliwego zakończenia. Dodatkowo powiedział, że Ukraina przygotowuje kontrakt na otrzymanie 25 systemów Patriot, a sam przywódca Ukrainy złożył w Radzie projekty ustaw o przedłużeniu stanu wojennego i mobilizacji o kolejne 90 dni. Nie dość więc, że chce odsunąć w czasie datę wyborów, to także przedłużyć chce swój polityczny byt. Żądania Putina nadal więc jak się na to zanosi nie zostaną spełnione.




