Media głównego nurtu dla wzmocnienia propagandowego efektu, który ma podtrzymywać mit “sukcesu” osiągniętego w Polsce po 1990 r. mają w zwyczaju umieszczać Polskę w różnych rankingach, które mają za zadanie tworzyć u Polaków wrażenie, że krajem oraz gospodarką jest wszystko w jak najlepszym porządku. Jednym z takich rankingów jest ten mówiący o tym, na którym to miejscu znajdujemy się jako gospodarka na świecie. Obecnie ogłoszono że Polska wejść miała do zaszczytnego grona 20 największych gospodarek świata, zajmując właśnie 20 miejsce. Wedle tego co opublikowano Szwajcaria miała zostać z tyłu, a my mieliśmy zacząć gonić Holandię. Za 5 lat PKB polskie miałoby być równe brytyjskiemu oraz włoskiemu. Nie zabrakło również szczycenia się silną złotówką, co przecież dla eksportu nie jest korzystną sytuacją.
Ekspert chłodzi nastroje
Wejście do tego zaszczytnego grona miało się wiązać z tym, że Polska miała osiągnąć PKB na poziomie ponad 1 bln dol. Znany ekspert Piotr Kuczyński powiedział że podnosi to morale, ale nie wnosi niczego nowego do życia. Tego typu narracja wzmacniana była dodatkowo informowaniem o tym, że Polska jest najszybciej rozwijającą się gospodarką wśród dużych krajów Unii Europejskiej. “Prognoza wzrostu PKB dla na 2025 rok pozostała na poziomie 3,2 proc. W 2026 roku Polska nadal będzie odnotowywać wysoki wzrost. Z poziomem 3,1 proc. ma ustępować jedynie Malcie, która osiągnie 3,9 proc”. Premier w związku z tym, że Polska miała być dumna z takiego awansu został skonfrontowany ze swoimi wyborcami, którzy dopytywali się o niewygodne sprawy związane nie ze słupkami i rankingami, a z realiami życia przeciętnego obywatela, które są całkowicie odmienne od propagandowej narracji, entuzjastycznie opisującej na podstawie liczb sytuację w Polsce.
Siła nabywcza a rankingi
Na spotkaniu jedna z uczestniczek spotkania zapytała się premiera Tuska “chcę zapytać, jak to jest, że w tej 20. gospodarce na świecie młodym ludziom takim jak my nie starcza do pierwszego, że musimy zapłacić kredyty na mieszkania, które kupujemy na 30 lat, że płacimy za wynajem ponad połowę naszej pensji. Ta 20. gospodarka jest jeszcze gdzieś bardzo daleko od ludzi. Być może jest blisko tych, z którymi pan bardzo dużo rozmawia, czyli z tymi bogatymi. Może pan Brzoska 12345 widzi, że jesteśmy 20. gospodarką świata. Ale my, studenci, młodzi dorośli, nie widzimy tej 20. gospodarki”. Wyraźnie więc widać, że wskaźniki PKB nie odzwierciedlają siły nabywczej mieszkańców kraju co udowodniła powyższa wypowiedź uczestniczki spotkania z premierem Polski. Udowadniają to także twarde liczby. Tylko co trzeci młody człowiek mieszka samodzielnie. 49 proc. z nich mieszka z rodziną bądź znajomymi. 400 tys. dojrzałych Polaków mieszka u rodziny, a 1,8 mln Polaków nie ma własnego mieszkania.
Bez zmian w portfelu ranking nic nie wart
W związku z wyżej podanymi faktami Piotr Kuczyński wnioskuje, że “Polak musi poczuć zmianę w portfelu i jest mu tak naprawdę wszystko jedno, że jego wzrost zamożności wynika z przesunięcia się na liście największych gospodarek świata. Pamiętać też trzeba, że zgodnie z klasyfikacją Banku Światowego Polska jest dopiero na 41. miejscu według PKB liczonego na głowę ludności według Parytetu Siły Nabywczej (PSN zależy od tego ile możemy kupić). To jest według mnie bardziej istotna klasyfikacja – pokazuje prawdziwą zamożność społeczeństwa”. Przypomina to sytuację z 2018 r. gdy ogłoszono buńczucznie, że reprezentacja Polski w piłce nożnej zajmuje 5 miejsce na świecie w rankingu FIFA. Działo się to przed imprezą mistrzowską w Rosji, na której szybko nasze umiejętności zweryfikował Senegal oraz Kolumbia. W tym przypadku rzeczywistość zweryfikowali młodzi wyborcy. A może także zweryfikować osłabienie złotego, co miałoby spowodować wypadnięcie z czołowej dwudziestki.
Największy deficyt w Unii
Twarde dane pokazują również, że dług w kraju ma wzrosnąć z 60 proc. PKB w tym roku do 76 proc. PKB w roku 2030. Już teraz przyrasta on o 1 mld zł dziennie. Deficyt budżetowy natomiast ma wynieść w bieżącym roku 7 proc. PKB, co jest wyższe od założeń, ale co oznacza również najwyższy deficyt w całej Unii Europejskiej. W nawiązaniu natomiast do siły nabywczej to właśnie zdaniem eksperta 41 pierwsze miejsce jest bardziej adekwatne, gdyż mierzone jest tutaj PKB według parytetu siły nabywczej. W zestawieniu z odczuciami mieszkańców Polski staje się to bardziej adekwatnym obrazem kraju.




