W celu zarobienia większej ilości pieniędzy na sprzedaży broni prowokuje się kolejne wojny, a później tworzy już w trakcie jej trwania nowe programy, mające za zadanie służyć do ich realizacji. Na “wolnym” Zachodzie stworzono niedawno nową inicjatywę o nazwie NATO PURL, która miała za zadanie gromadzić wokół niej sojuszników. Celem ich gromadzenia jest zakup od Stanów Zjednoczonych uzbrojenia, gdyż jak wiadomo w Europie jest problem z niedoborami w dostawach. Podwójnym absurdem jest to, że inicjatywa ta ma być wsparciem dla kraju nie będącego członkiem NATO czyli Ukrainy. Co jak podkreślono de facto jest wypełnianiem zobowiązań wynikających ze słynnego 5 artykułu. Drugim absurdem jest rozwinięcie nazwy PURL, która oznacza Priorytetową Listę Wymagań wobec Ukrainy.
Mniejsze dostawy latem
Jak widać naciski spowodowały że do tej inicjatywy przystąpiło kolejnych 10 krajów, co zostało zakomunikowane z okazji spotkania ministrów obrony sojuszu w środę w Brukseli. Tego typu inicjatywa ma być rekompensatą wobec ostatnich niedoborów w dostawach na front ukraiński. Innym absurdem tej inicjatywy jest oprócz faworyzowania kraju nie będącego członkiem sojuszu w dostawach broni, fakt że tylko od jednego kraju ma być kupowana broń. Widocznie zależność Europy od Stanów Zjednoczonych jest tak znacząca, że nie tylko jak było widać Donald Trump w upokarzający sposób przymusza przewodniczącą Komisji Europejskiej do zgody na wszystkie warunki umowy handlowej Unii Europejskiej ze Stanami Zjednoczonymi, ale również stwarza się w Unii Europejskiej specjalny program, dzięki któremu wasal będzie od pana kupował tą broń, co wyraźnie pokazuje w samym sojuszu ogromną podległość wobec głównego gracza. A będzie co uzupełniać na Ukrainie, a więc i wykładać duże pieniądze dla amerykańskich firm zbrojeniowych jeśli “nowe dane dotyczące zachodniej pomocy wojskowej dla Ukrainy pokazują, że w lipcu i sierpniu spadła ona o 43% w porównaniu z pierwszą połową roku”.
Pomóc Ukrainie aby zapewnić pokój
Jak mocno kontynent podległy jest Stanom Zjednoczonym i na każdym kroku musi to podkreślać widać było podczas uzasadniania uczestnictwa w tej inicjatywie. Mark Rutte oświadczył, że “wiemy, czego Ukraina potrzebuje, żeby utrzymać siłę w walce, a niektóre z tych rzeczy mogą zapewnić tylko Stany Zjednoczone, na przykład te pociski przechwytujące dla systemów Patriot”. Szef NATO zapomniał tylko o tym co powiedział ostatnio Igor Romanenko, który jest generałem broni, byłym zastępcą szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy. Oświadczył on, że “rosyjscy okupanci zmodernizowali swoje kompleksy do obsługi pocisków balistycznych, co znacząco wpłynęło na ich skuteczność”. Dodał on do tego, że “to są Iskandery-M, a także Kinżały – również pociski Iskander, ale przystosowane do startu z samolotów MiG-31. Zwiększa to prędkość pocisku i czyni go trudniejszym celem. Wprowadzono modyfikację polegającą na dostosowaniu oprogramowania tych pocisków balistycznych. Doprowadziło to do tego, że na końcowym odcinku trasy wykonują one manewry utrudniające ich zniszczenie. Skuteczność rażenia naszych baterii Patriot spadła z 42 do 6%”. Pomimo podważenia skuteczności tego sprzętu przez samą stronę ukraińską Rutte twierdził nadal, że wyjątkowe wsparcie mogą zapewnić tylko Stany Zjednoczone i tym uzasadniał tą inicjatywę.
Szesnastu naiwnych
Początkowo czemu być może nie ma co się dziwić chętnych było sześć krajów. Były to Holandia, Dania, Norwegia, Szwecja, Kanada oraz Niemcy. Skuteczne naciski NATO i Stanów Zjednoczonych spowodowały, że kolejnych dziesięć krajów przystąpiło do tej inicjatywy, co ciekawe bez Polski, gdyż minister obrony narodowej Władysław Kosianiak-Kamysz powiedział, że Polska już uczestniczy w innych inicjatywach. Więc chociaż w tej nie musi udawać, że będzie płacić za sprzęt który skutecznie obroni Ukrainę. Swoje absurdalne tezy dołożył także Pete Hegseth, który powiedział że “obecnie oczekuje się, że więcej krajów przekaże jeszcze więcej środków, że zakupi jeszcze więcej pomocy dla Ukrainy, aby doprowadzić konflikt do pokojowego zakończenia”. Czyli tradycyjnie po orwellowsku – “wojna to pokój”. Byleby zaspokoić ekonomiczne potrzeby protektora zza oceanu, który tym bardziej wie, że wobec Europy może sobie pozwolić na bardzo dużo.




