W ostatnim czasie, jako że media coraz bardziej przestają tak jak politycy udawać, że sytuacja na froncie ukraińskim przedstawia się dla tego kraju pozytywnie, zaczyna się mówić o tym co stanie się po przegranej nie tylko przez Ukrainę, ale także Zachód i Stany Zjednoczone wojnie. Coraz mniej mówi się na temat mrzonek związanych z odzyskaniem przez Ukrainę Donbasu czy Krymu, a coraz bardziej o tym czy ktoś będzie w stanie wysłać wojska na tereny, które nadal będą należały do Ukrainy, a słowami-kluczami stają się nie pierwszy raz “gwarancje bezpieczeństwa”, które miałyby w jakikolwiek sposób powodować, że Ukraina miałaby być chroniona przed “złowrogą” Rosją. Z historii choćby Polska wie, że tego typu gwarancje nie gwarantują w praktyce niczego, a przecież tego typu deklaracje ze strony innych państw, zainteresowanych przede wszystkim realizacją własnych interesów pozostają przede wszystkim na poziomie formalnym. Emmanuel Macron stwierdził, że “26 krajów zobowiązało się do zapewnienia Ukrainie gwarancji bezpieczeństwa w przypadku zawieszenia broni. Chodzi i tzw. siły reasekuracyjne na lądzie, morzu, bądź w przestrzeni powietrznej — w razie rozejmu lub pokoju na Ukrainie. Donald Trump nie zobowiązał się do zapewnienia amerykańskich gwarancji, ale to będzie realizowane w najbliższych dniach”.
Jak Europa ma zamiar gwarantować bezpieczeństwo?
Ukraiński kanał na Telegramie o nazwie DeepState zebrał różne stanowiska europejskich państw, które są obecnie zaangażowane w pomoc Ukrainie w walce z rosyjskim najeźdźcą, a które miałyby po wojnie udzielić wspomnianych gwarancji bezpieczeństwa temu państwu. Polska deklaruje chęć wsparcia logistycznego wobec tego kraju, zarazem konsekwentnie odmawiając wysyłania wojsk na Ukrainę. Premier Donald Tusk oświadczył, że rozmawiano jak uczynić gwarancje bezpieczeństwa namacalnymi. I właśnie Polska jest największym centrum pomocy i wszyscy dostrzegają tę znaczącą rolę. Rumunia oświadczyła, że weźmie udział w misjach pokojowych po zakończeniu zawieszenie broni, poprzez wykorzystanie baz do celów logistycznych. Bazy mają być wykorzystywane do operacji pokojowych. Prezydent Rumunii Nikusor Dan powiedział, że do tego konieczne jest osiągnięcie pokoju bądź też przynajmniej zawieszenie broni. Włosi także nie mają zamiaru wysłać swoich wojsk na Ukrainę. Przypomina się tutaj wniosek postawiony przez Von Nogaja granego przez Wojciecha Pokorę w filmie “CK Dezerterzy”, który powiedział że Włosi są znani ze “sztuki uników”. Włosi mogą wesprzeć zawieszenie broni przez monitoring i szkolenia poza Ukrainą. Premier włoskiego rządu nie pozostawia więc złudzeń. Niemcy mają zamiar skoncentrować się na finansowaniu, uzbrojeniu oraz szkoleniu Sił Zbrojnych Ukrainy. Dyplomatycznie także stwierdzono, że decyzja o wysłaniu sił pokojowych na Ukrainę zostanie podjęta w “odpowiednim czasie” gdy ustali się warunki ramowe. Do tego ma to zależeć od Stanów Zjednoczonych i postępów w negocjacjach.
Zewsząd nadziei
Nie inaczej patrzą na to władze Chorwacji. Minister obrony tego kraju Ivan Anusić powiedział, że Chorwacja nie planuje wysyłać wojsk na Ukrainę, gdyż armia nie jest na to gotowa, a rząd nie chce podejmować się takich kroków, choć będzie nadal udzielał wsparcia politycznego, finansowego oraz wojskowo-technicznego. Wiadome w tej kwestii jest stanowisko Słowacji. Premier tego kraju Robert Fico powiedział, że nie ma mowy aby Słowacja wysłała wojska na Ukrainę. Także może zapewnić wsparcia logistyczne. Oświadczył, że kraje zachodnie będą musiały skorzystać ze słowackiej infrastruktury transportowej, jeśli ostatecznie zostaną zawarte porozumienia w sprawie gwarancji bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jak widać po wnioskach twórców ukraińskiego kanału tego typu deklaracje sprawiają im mocny zawód gdyż najwidoczniej odpowiadało im dalsze eskalowanie konfliktu, jeśli piszą znaną w Polsce frazę, że “Moskwa zna i rozumie tylko język siły”. Te frazy są jednak w Polsce wypowiadane z pozycji ciepłego fotela, z dala od frontu. Frustracja jednak narasta wśród Ukraińców jeśli piszą dalej, że mówienie o gwarancjach i poprzestanie na słowach, odmowa podjęcia realnych kroków, to pozostanie w miejscu i danie “kacapom” swobody do agresywnych działań. Ostatecznie więc zawiedziona Ukraina wedle autorów musi polegać na własnych siłach, gdyż jak to określono “prawdziwa wizja porządku świata nie dotarła do naszych zachodnich partnerów”. Najwidoczniej gdyby dotarła to wysłałaby swoje wojska na Ukrainę, aby dać Rosji do zrozumienia, że język siły jest najodpowiedniejszy i należy przejść do bezpośredniego konfliktu NATO z Rosją i de facto rozpoczęcia trzeciej wojny światowej.
Bezkompromisowy Orban
W sprawie gwarancji bezpieczeństwa wypowiedział się także premier Węgier Victor Orban. W mniej dyplomatyczny sposób, wedle zasady “zewsząd nadziei” oznajmił, że Ukraina jest obecnie dzielona na części. Jedna z nich miałaby być kontrolowana przez Rosjan, druga część byłaby zdemilitaryzowana, a trzecią część kontrolowałby Zachód. Rozszyfrował on w ten sposób pojęcie gwarancji bezpieczeństwa. Powiedział, że to pojęcia oznacza de facto rozbiór Ukrainy. Zrobiono jego zdaniem pierwszy krok uznając przez Zachód istnienia “strefy rosyjskiej”. Powiedział on, że jest tylko kwestią ile regionów miałoby wejść w skład strefy rosyjskiej, gdyż nikt już nie kwestionuje istnienia “strefy rosyjskiej”. Obejmuje ona 20 proc. terytorium. Obecnie dyskutuje się o utworzeniu strefy zdemilitaryzowanej od granic tej strefy. Ciężko do tego stwierdzić jaka będzie głębokość tej strefy. Wszystko więc w ramach gwarancji bezpieczeństwa ale tego własnego, państw, które będą dzielić Ukrainę w celu zabezpieczenia własnych interesów oraz zapewnienia pokoju na krótszy bądź dłuższy czas w zależności od tego czy nie powstaną kolejne sprzeczności interesów między Rosją, a Zachodem.




