Nawrocki jako kontynuacja turboproamerykańskości

Nawrocki i jego wizja turboproamerykańskości

Robert Walenciak w najnowszym “Przeglądzie” analizuje postępowanie Nawrockiego w kontekście wizyty w Stanach Zjednoczonych, która odbyła się w specyficznych okolicznościach, a więc w momencie, który poprzedza niedawne, zwycięskie wybory prezydenckie. Wiąże się ona z pełnym entuzjazmem jego zwolenników, a zarazem skrajnych przeciwników Donalda Tuska. A to ułatwia akolitom Karola Nawrockiego odwracanie głowy od tego jakie to “osiągnięcia” ma Prezydent Polski po wizycie w Waszyngtonie. Jednym z jego “sukcesów” miało być utrzymanie wojsk amerykańskich w Polsce.

Po co mamy amerykańskie wojska?

Jak zauważa redaktor Walenciak w Polsce 8-10 tys. amerykańskich żołnierzy zabezpieczających hub w Jasionce. Do tego ich obecność wzmacnia wpływy Waszyngtonu w regionie. Ameryce zależy na nich, gdyż Polska ma swoją wagę, nie tylko z racji położenia geopolitycznego, ale dzięki rosnącej roli w Unii Europejskiej. A zdaniem redaktora USA chciałoby mieć większy wpływ na Unię. Dlatego też Trump nie ma zamiaru wycofywać wojska amerykańskich nie tylko z Polski, ale i z Niemiec. Nie jest to więc żaden sukces, że Nawrockiemu udało się na kolanach wyprosić aby Ameryka nie opuszczała Polski, która mogłaby się poczuć osierocona, ale wynika to z woli Ameryki, która zabezpiecza w ten sposób swoje strategiczne interesy w regionie. Autor pisze, że chodzi także o wpływy polityczne w Europie. “Groźby” wycofania wojsk z Europy tyczą się raczej nadmiarowych wojsk, które Biden wysłał na kontynent europejski, ale także i pieniędzy, które Polska płaci za obecność amerykańskich wojsk. W tym przypadku więc ulegnięcie szantażowi nie oznacza żadnego sukcesu. Natomiast obietnica przedłużenia obecności wojsk w Polsce oraz gwarancje bezpieczeństwa zostały złożone przed wizytą Nawrockiego w Stanach Zjednoczonych, więc on sam niczego nie negocjował. Sukces odniosła Ameryka, mająca 750 baz na świecie, w 80 krajach, z których płaci za obecność wojsk tylko Polska.

Ostrzeżenia Nawrockiego, kaprysy Trumpa

Redaktor słusznie pyta czy na kaprysach Trumpa można budować poprawne relacje ze Stanami Zjednoczonymi. Bo przecież to oznaczać może, że za dwa miesiące zmieni on decyzję i powie, że wyprowadza wojska z Polski. Znów także polski prezydent musiał zaistnieć podobnie jak Andrzej Duda, ostrzegając Trumpa aby nie ufał Putinowi. Nie wiadomo czy powiedział mu, że Putin był w KGB, tak jak mówił to Duda, ale jak słusznie w artykule podsumowuje to Walenciak zasadnym jest pytanie czy Trump w ogóle przejął się tym ostrzeżeniem. W końcu Stany Zjednoczone prowadzą własną politykę wobec Rosji i Ukrainy.

Nawrocki wchodzi w kompetencje rządu

Nie pierwszy raz ujawnione zostały natomiast kulisy kłótni między rządem, a administracją prezydenta o instrukcje rządowe. MSZ zalecało bowiem prezydentowi, aby nie rozmawiał on o podatku cyfrowym, zakupie amerykańskiej broni, amerykańskich inwestycjach energetycznych, co jest w gestii premiera Tuska, a nie prezydenta Polski. Nawrocki co ciekawe nie mając do tego uprawnień zaczął wchodzić w kompetencje rządu. Sam zapewnił, że Polska przeznaczy na zbrojenia 5 proc. PKB, wobec obecnych 4,7 proc. Do tego przyznał się on do rozmów na temat zwiększenia zakupów gazu. Natomiast nie był on zainteresowany ceną za gaz. Tematem rozmów oprócz zwiększenia obecności amerykańskich wojsk, była także budowa drugiej elektrowni jądrowej w Polsce. Propaganda sukcesu, że wszystko to Ameryka nam “da” przyćmi pytanie o to, ile będziemy musieli za to zapłacić. Już płacimy 60 mld dol. za realizację kontraktów z amerykańskimi firmami zbrojeniowymi. Zajmujemy drugie miejsce po Arabii Saudyjskiej. Przelot w zamian za to przez naszego prezydenta samolotem F-35, można uznać za nagrodę za bycie dobrym klientem. W końcu Józef Beck zawsze był witany przez Anglików w huczny sposób, gdyż wiedzieli oni, że on to uwielbiał.

Problem Tuska

Samo to wchodzenie w kompetencje rządu przez Nawrockiego może oznaczać bądź typową praktykę wojny PO-PiSowej, bądź też świadome zagranie gdyż zobowiązania do rzeczy wobec których Nawrocki nie miał żadnych kompetencji stawia w trudnej sytuacji Tuska. Oznacza to bowiem fakt, że ciężko będzie w obecnej sytuacji odmówić Stanom Zjednoczonym. Może to oznaczać granie na partyjny interes PiS, a Trump ma szansę być do tego przydatny. I przyczynić się do upadku rządu Tuska. Amerykanie w końcu wolą usłużnego Nawrockiego, PiS oraz trudną sytuację rządu, gdyż to pomaga ubijać interesy. A Tusk ze swoją polityką, może okazać się tym, który nie potrafi rozwijać współpracy polsko-amerykańskiej, a PiS robi to lepiej. Dlatego mając taką wiedzę wysłany został na Florydę Radosław Sikorski. Okazało się, że na szyderstwo Morawieckiego, że wydał on 1 mln dla kubańskiej dysydentki oraz spotkał się na kilka minut z Marco Rubio spotkało się z odpowiedzią, że Sikorski zrobił do w ciągu ośmiu miesięcy dwanaście razy. Do tego Tusk oraz Kosiniak-Kamysz prześcigali się także w wyznaniach miłości wobec Ameryki. W ostateczności autor stawia pytanie jakie efekty przynoszą dla kraju przepychanki partyjne o przychylność amerykańską wobec Polski. Bo przecież w ostateczności Polska płaci rachunki za drogie kontrakty. Przypominając na koniec podsłuchaną rozmowę Radosława Sikorskiego z 2014 r. w której mówił o nic nie wartym sojuszu polsko-amerykańskim, który jest szkodliwy, a także złudnym poczuciu bezpieczeństwa, konfliktowaniu się z Rosją i Niemcami, robieniu laski oraz murzyńskości Robert Walenciak podsumował to, że nic się w tej sprawie nie zmieniło.

Dodaj komentarz

Related Post