Bloomberg zaznacza, że sojusznicy NATO są mocno podzieleni gdy dochodzi o próby zmierzenia się z sytuacją, która wskazuje na zagrożenie ze strony Rosji. Permanentnie ogłasza się przecież, że kraj po części należący także od Wschodu do Europy miałby stwarzać zagrożenie przez różne prowokacje polegające na naruszaniu przestrzeni powietrznej jak nie przez drony, to przez samoloty. Dziennikarze Bloomberga twierdzą, że kraje NATO mają trudności z koordynacją odpowiedzi na naruszenia rosyjskiej przestrzeni powietrznej. Partnerzy z sojuszu obronnego mieliby do tego otwarcie się sprzeczać na ten temat. Niemcy przestrzegli przed tego typu ryzykiem, natomiast Donald Trump zaproponował stanowisko bardziej agresywne, które naturalnie popiera Polska ustami Tuska, Sikorskiego czy Nawrockiego. Sam Tusk powiedział, że będzie zestrzeliwać rosyjskie samoloty i ta polityka miałaby nie podlegać dyskusji.
Podżegacze chcą odpowiedzi
Tak jak jednak podzielona jest niby zjednoczona Europa w różnych decyzjach, tak samo sytuacja wygląda w tej sprawie wśród krajów NATO. A to jak pisze Bloomberg ujawnia niepokojące rozbieżności wewnątrz sojuszu. W tym czasie jak pisze gazeta Władimir Putin miałby testować determinację sojuszu, co jak widać wypada jego niekorzyść. A jeśli to nie są prowokacje rosyjskie, jak w przypadku wlatujących do Polski nieuzbrojonych dronów to przecież kraje NATO same pokazują jaką prezentują kondycję. Na pewno tego typu incydenty wzbudziły niepokój na wschodniej flance sojuszu ale i poza nią. Szczególnie że widać było jakie są efekty tego typu incydentów. Estonia zażądała zwołania nadzwyczajnych posiedzeń NATO oraz Rady Bezpieczeństwa ONZ po tym jak w piątek trzy rosyjskie myśliwce latały przez 12 minut w przestrzeni powietrznej kraju. Wszystko to działo się niedługo po tym jak drony, zdaniem Bloomberga rosyjskie (zależy w jakim znaczeniu) naruszyły przestrzeń powietrzną Polski oraz Rumunii. Wszystkie te kraje naciskają właśnie na na to, aby sojusz sformułował przekonującą odpowiedź. A to znów pokazuje, że Rosja nie musi wcale nikogo testować, jeśli widzi taki popłoch i nerwowość.
Pribałtyka w szale
Boris Pistorius najbardziej świadomy konsekwencji, jakie grożą użyciem ognia powiedział, że NATO ryzykują wpadnięciem w pułapkę eskalacyjną Putina. Za bezużyteczne uważa on żądania zestrzelenia czegoś z nieba lub zorganizowania jakieś imponującej, demonstrującej siły. Tym którzy zarzucają takiej postawie tchórzostwo odpowiedział, że opanowanie oznacza odpowiedzialność wobec swojego kraju oraz za Europę. Inaczej uważają pozostałe kraje nadbałtyckie. Prezydent Łotwy Edgars Rinkevics zachęcił NATO do demonstracji siły jako odpowiedź za rosyjskie inwazje. Działania bojowe należy zaktualizować w taki sposób, aby móc otworzyć ogień w przypadku kontynuowania działań przez Rosję. Litwini zareagowali na to, że zakłócony zosał GPS podczas lotu na Litwę hiszpańskiej minister obrony Margarity Robles. Jej litewska odpowiedniczka Dovile Sakaliene powiedziała, że widzi ona konieczność aby sojusz zmienił podejście i przeszedł z patrolowania przestrzeni powietrznej NATO do obrony przeciwlotniczej. Jak więc widać najbardziej agresywne są kraje będące bezpośrednimi sąsiadami Rosji, co wskazuje cały czas, że szczególnie kraje nadbałtyckie wykazują największe skłonności do samobójczego ryzyka przy każdej okazji. Z jednej strony więc można brak decyzyjności można uznać za wadę, a z drugiej strony za zaletę, jeśli miano by brać pod uwagę apele i żądania mniejszych, agresywnych krajów i ich ministrów czy też premierów.




