Portal Politico informuje o najnowszym pomyśle europejskich polityków na temat wykorzystania torfowisk w dwóch celach. Zarówno obronnych jak i klimatycznych. Mówi się o tym, że torfowiska od Kijowa po osławiony Przesmyk Suwalski miałyby się stać tarczą obronną Europy. Dwufunkcyjność miałaby polegać na tym, że “rekultywacja osuszonych torfowisk UE pozwoliłaby powstrzymać rosyjskie czołgi i zanieczyszczenia powodujące globalne ocieplenie”. Przypomina się tutaj wysadzenie tamy na Ukrainie po inwazji Rosji na Ukrainę w 2022 roku. Pozwoliło to zalać osuszone za czasów Związku Radzieckiego tereny bagienne w okolicach dorzecza rzeki Irpień i postrzymać atak od północy. Dzięki temu czołgi utknęły w mazi, która powstała po zalaniu terenu, a wielu żołnierzy zlikwidowano Javelinami, być może tymi które kiedyś podarował Ukrainie Donald Trump.
Wzmocnić wschodnią flankę NATO
Aby więc wzmacniać permanentnie stan zagrożenia zarówno ze strony dwutlenku węgla mającego się wydzielać po osuszeniu torfowisk pod pola uprawne oraz ze strony Rosji, która przecież miałaby napaść za kilka lat Europę, w zależności od nie wiadomo czym udowodnionych prognoz chce się imputować takie pomysły. Nie chodzi tylko o potencjalny atak Rosji, ale i walkę z “globalnym ociepleniem” gdyż działania Unii Europejskiej “opierają się częściowo na pomocy natury, a bogate w torfowiska torfowiska pochłaniają dwutlenek węgla, który przyczynia się do ocieplenia planety, równie skutecznie jak zatapiają wrogie czołgi”. A więc oprócz szpecenia krajobrazów wiatrakami oraz panelami fotowoltaicznymi europejscy urzędnicy mają się zajmować zalewaniem torfowisk wodą, co miałoby pomóc w tym aby klimat się nie ocieplał, choć i bez tego chyba z pomocą przyszło oziębienie klimatu pod postacią zimnego i deszczowego lipca. Na razie jednak Europa zmaga się z tym problemem, że połowa torfowisk jest osuszana pod uprawę roślin, a to uwalnia gazy cieplarniane i co gorsza pozwala poruszać się ciężkim pojazdom, więc Putin dzięki temu zagrażać może całej Europie.
Polska i Finlandia na kursie i ścieżce
Obydwa kraje zastanawiają się więc nad tym jak w ten sposób wzmocnić swoje rzekomo zagrożone mocno granice. Badać one mają rewitalizację torfowisk jako wielofunkcyjny środek ochrony swoich granic i walki ze zmianami klimatu. Polska już realizuje to w swoim planie umocnienia granicy wschodniej. Oprócz więc rewitalizacji torfowisk, mają być zalesiane tereny. Również ” fińskie ministerstwa obrony i środowiska rozpoczną jesienią rozmowy na temat ewentualnego uruchomienia pilotażowego projektu naprawy torfowisk”. Mchy które znajdują się w torfowiskach mają sposobność przekształcania się w miękką glebę zwaną właśnie torfem, która jest bogata w węgiel i zatrzymuje jedną trzecią dwutlenku węgla. Absurd pierwszy polega na tym, że Unia Europejska nakazuje odtworzenie 30 proc. torfowisk do 2030 roku, a 50 proc. z nich do 2050 r. Wszystkie kraje mają czas do września 2026 r. aby opracować plan na to! Choć niby realizacja tego planu jest prosta i tania. “Tak się składa, że większość torfowisk UE skupia się na granicy NATO z Rosją i sprzymierzoną z Kremlem Białorusią — rozciągając się od fińskiej Arktyki, przez państwa bałtyckie, obok trudnego do obrony Przełęczy Suwalskiej na Litwie, aż do wschodniej Polski”. Autorzy artykułu w Politico nazwali to pasem bagiennym NATO. Można to też nazwać aby dodać jeszcze wyrazistości tego absurdu – “wschodnią linią Maginota”. Jeśli bowiem powszechnie będzie wiadomo, że coś takiego jest tworzone to jasnym będzie, że w przypadku realnego ataku będzie się wszystko robiło aby to ominąć, tak jak ominięto właśnie Linię Maginota, która okazała się zupełnie bezużyteczna i nabrała wartości muzealnej. Te torfowiska mogłyby nabrać wartości turystycznej.
Kiedy narasta opór
Z jednej strony w Polsce szantażując kwestiami bezpieczeństwa próbuje się przyspieszyć tą kwestię, gdyż argument ochrony klimatu nie za bardzo w Polsce trafia na podatny (niekoniecznie torfowy) grunt. A tu okazuje się, że argumentacja “obronnościowo-bezpieczniacka” powoduje, że Ministerstwo Obrony zastanawia się nad tym. Do tego pozwolenie na taką rekultywację torfowiska to kwestia 5-10 lat, a w przypadku “ochrony wschodniej flanki NATO” mogłoby to przyspieszyć decyzje. W Estoni jednak obawiano się powodzi oraz niszczenia lasów przez takie pomysły. W Polsce mówi się o tym, że trzeba by porozmawiać z rolnikami, gdyż taka decyzja mogłaby spowodować u nich gniew, gdyż to naruszałoby ich interesy. A jeden z polskich ekologów twierdzi, że wymaga to zaangażowania gruntów rolnych. W Niemczech pomysł ten też nie jest za bardzo brany pod uwagę, gdyż to by miało być ułatwieniem, a zarazem utrudnieniem, gdyż mogłoby to utrudniać przemieszczanie się wojska na wschód.
Półśrodki nie zastąpią innych potrzeb
Naturalnie wskazane są ograniczenia dotyczące tego typu absurdalnych pomysłów. Potrzeba tradycyjnej obrony, której nie zastąpią ani torfowiska, ani pas minowy na tysiącach kilometrów czy też betonowe zęby antyczołgowe. Co najistotniejsze do tego “torfowiska nie zatrzymają dronów ani nie zestrzelą pocisków, a wojna nie służy przyrodzie ani wysiłkom na rzecz jej ochrony”. Wspomniane natomiast wydarzenia na Ukrainie, związane z wysadzeniem tamy na rzece Irpień “okazały się katastrofalne pod względem gospodarczym i ekologicznym”. W efekcie “mieszkańcy okolicznych wiosek stracili swoje ziemie i domy, a napływ wody negatywnie wpłynął na lokalne gatunki, które nie zdążyły przystosować się do nagłej zmiany”. Torfowe absurdy w pakiecie 2 w 1 mogą więc bardziej być kolejnym przejawem europejskiej paranoi służącej bardzo wygodnie do tego aby móc wydawać kolejne pieniądze, z czego zadowoleni będą zarówno specjaliści od obronności jak i ekolodzy, którzy będą mogli dostać na to dotacje i polepszyć swoje warunki bytowe. A wszystko dla dobra Europejczyków, którzy odetchną z ulgą, że rosyjska piechota oraz czołgi przestraszą się bagien i nie ruszą na Europę aby zatrzymać się dopiero w Lizbonie.




