Polski węgiel dla Ukraińców?

Polski węgiel znów na celowniku

Wraz z nastaniem tzw. transformacji ustrojowej w naszym kraju obowiązywać zaczęła narracja o tym, że pokłady węgla w naszym kraju wyczerpią się w niedługim czasie. Oprócz tego zwyczajem stało się, mówienie o “nierentowności” polskich kopalń. Cokolwiek chciano w Polsce robić, a co miało mieć państwową inicjatywę okazywało się “nieopłacalne”, “przynoszące straty”, powodowało “dokładanie państwa” do tego. W efekcie miały rosnąć długi kopalń. Do tego dochodziła argumentacja o tym, że taniej wychodzi sprowadzanie węgla zza granicy, który znajduje się płyciej oraz ma lepszą kaloryczność od polskiego. Tak miało być choćby z “ruskim węglem”, jak go nazywano pogardliwie w Polsce. Słowem – Polska nie powinna go wydobywać, bo jest on umiejscowiony w Polsce, a przecież nasz kraj nie może zarabiać na tym i korzystać z dobrodziejstw natury. Wreszcie “warto przypomnieć, że w 2021 roku rząd zawarł porozumienie ze związkami zawodowymi, w którym zobowiązał się do wygaszenia kopalń węgla energetycznego do końca 2049 roku”. Taki ładny zamiennik zastosowała w dyskusji premier Beata Szydło wcześniej, mówiąc że kopalnie nie będą zamykane, a “wygaszane”. A wszystko przez unijne sankcje.

Zalety niebycia w Unii

W styczniu tego roku Polskę obiegła informacja, że Niemcy chcieliby wydobywać węgiel w Polsce. Portal “tysol.pl” informował wówczas, że “Spółka SCIGC, która jest powiązana z niemieckim HMS Bergbau chce wydobywać węgiel w Polsce. Obecnie firma oczekuje na decyzję ministerstwa klimatu i środowiska ws. udzielenia koncesji badawczej na złoże węgla koksującego Dębieńsko. Jednakże o tę koncesję, pragnie również zawalczyć Jastrzębska Spółka Węglowa”. Natomiast najnowsza wiadomość dotyczy zainteresowania się polskim węglem prze ukraińską firmę Coal Energy. Powstaje więc typowa dla polskich realiów paradoksalna pozornie sytuacja, że “Polacy zamykają kopalnie węgla, a wywodzące się z Ukrainy Coal Energy chce u nas wznawiać wydobycie i twierdzi, że dzięki innym technologiom może na tym zarabiać”. A jest ona paradoksalna być może tylko z pozoru gdyż przecież takie praktyki trwają już czwartą dekadę w Polsce, wyglądając na zaplanowane i w pełni świadomie realizowane przez ludzi mających wykonać zadanie. Widocznie wystarczy nie być w Unii Europejskiej, do tego mieć firmę z państwa funkcjonującego na specjalnych zasadach i chcieć działać w słabym kraju aby być może dostać koncesję na wydobywanie węgla mającego przecież być surowcem niemalże “wyklętym”.

Kwestia bezpieczeństwa Europy

Najwidoczniej nieuwikłanie w europejskie struktury pozwala myśleć w sposób, który dzisiaj jest w Unii zabroniony. Najbardziej elementarnym przykładem jest próba reaktywacji kopalń w Donbasie, które uznano już za nieopłacalne. Dokładnie na Polski grunt firma chce przeszczepić identyczny pomysł. 31 grudnia ma być definitywnie zamknięta kopalnia węgla kamiennego Siltech w Zabrzu. Prezes Siltechu powiedział, że sąsiednie pokłady mogłyby jednak być eksploatowane. Badania techniczne które mają być przeprowadzone pozwolą stwierdzić, czy Coal Energy, której prezesem i założycielem jest Wiktor Wiśniowiecki zdecyduje się na złożenie wniosku o przyznanie koncesji. W końcu jak stwierdził on “zapewnienie stabilnych i zrównoważonych dostaw surowców krytycznych to obecnie kwestia bezpieczeństwa dla całej Europy. Nasz zespół opracował metody umożliwiające efektywne wydobycie w zamykanych kopalniach, bazując na doświadczeniach z Ukrainy”. Co nie pierwszy raz będzie zaprzeczeniem neoliberalnego dogmatu o rzekomej nieopłacalności tego typu praktyk.

Dodaj komentarz

Related Post