Wolność słowa zagrożona w Europie


Agnieszka Zakrzewicz w najnowszym wydaniu “Przeglądu” wskazuje na przykładzie Włoch jak wolność słowa w zawodzie dziennikarza staje w głębokiej sprzeczności z codziennością. Przykładem jest casus Sigfrido Ranucciego. Jest on dziennikarzem śledczym oraz redaktorem naczelnym programu “Report”. 16 październik br. dokonano na jego szczęście nieudanego zamachu na jego życie W Polsce zawód dziennikarza śledczego wydaje się dla wielu prestiżowym oraz ważnym, ale po weryfikacji różnych przedstawianych informacji, które prezentują w swoich artykułach czy książkach Ci podający się za takich dziennikarzy, można wątpić w ich kompetencje. Oprócz tego nikt nie przeprowadza na nich zamachu, co też może być jakimś wskaźnikiem braku rzetelności oraz pozoranctwa. Najwidoczniej realni dziennikarze śledczy żyją choćby we Włoszech.

Śledztwa tropiące niewygodne sprawy

Program który prowadzi jego naczelny uważany jest za najbardziej opiniotwórczy, dociekliwy, bezkompromisowy oraz znienawidzony przez polityków. “Report” pod jego kierownictwem skupił się na korupcji, finansach publicznych, przestępczości zorganizowanej, powiązaniach mafii z polityką oraz ekstremistami czy też ochronie środowiska. Pomimo otrzymywania nagród zbiera on najwięcej pozwów zastraszających. Najważniejszym jednak problemem jest fakt, że demokracja i wolność słowa we Włoszech polega na tym, że dziennikarz ten od 2009 r. jest pod stałą ochroną policyjną. W jego sprawie są różne tropy. Dostawał on anonimowe maile z pogróżkami, również listy. Zastraszały go również lokalne grupy przestępcze oraz środowiska skrajnej prawicy. Mówi się także o wątku albańskiej mafii, o której “Report” robił reportaże. Z powodu zastraszania go i prób zabicia przez członków z jednego klanu mafijnego od 2021 r. ma całodobową ochronę. Państwo włoskie znajduje się cały czas w takim stanie, że jakiś szef mafii grozi dziennikarzowi i zleca zabójstwo dwóm Albańczykom, gdyż nie spodobał mu się reportaż o powiązaniach między światem polityki, a przestępczością. Rok temu groźby które otrzymał dotyczyły tym razem konfliktu izraelsko-palestyńskiego. Sam Ranucci 9 września uczestniczył w manifestacji upamiętniającej zabitych dziennikarzy w Gazie. Manifestacje w jego obronie zgromadziły nawet tych, którzy wnieśli wcześniej pozwy przeciwko niemu, choć na apel aby je wycofać nie zareagowali. Ranucci zapowiedział 26 października, że ruszy z nowymi tematami dotyczącymi tego co się kryje za zniszczeniem Gazy oraz o zamachach mafijnych we Włoszech.

Saviano jako odrębny przykład

Wolność słowa w tym kraju jako pozór przejawia się także dzięki aktywności innych znanych osób. Roberto Saviano ukrywa się przed mafią prawi 20 lat, od czasu wydania książki “Gommora”, która miała zdemaskować mechanizmy działania mafii camorra. Określił on zamach na Ranucciego jako owoc lat kampanii medialnych, które były tworzone po to by izolować, oczerniać, cywilnie niszczyć tych, którzy ośmielają się krytykować władzę. A wszystko jak wiadomo w imię “obrony demokracji” i wolności słowa oraz ostrzegania przed takimi jak Ranucci, którzy najwidoczniej chcą dokonywać na nią zamach krytykując poczynania władz. Podkreślił on że gdy nie rozmawia się o ideach, a atakuje się osobę, debata publiczna zamienia się w lincz w mediach społecznościowych, a władza czuje się uprawniona do uderzania w dziennikarzy, to wtedy demokracja nie jest zagrożona, a jest już pogwałcona. Czy nie przypomina to przypadkiem sytuacji również w Polsce?

Gdyby dziennikarze byli tylko miernotami

Przytaczana również w artykule Rosaria Capacchione, która żyje pod ochroną w tym jak widać wybitnie “bezpiecznym” i “demokratycznym” kraju z powodu gróźb klanu Casalesi, pisała o ich potędze i wpływach. Ujawniała mechanizmy przestępcze oraz przyczyniała się do wszczynania postępowań sądowych. W sprawie zamachu na włoskiego dziennikarza powiedziała, że dziennikarstwo uprawiane z powagą, uczciwością intelektualną oraz profesjonalizmem będzie zawsze komuś przeszkadzać. Sami dziennikarze powinni jej zdaniem wzorem Ranucciego pracować rzetelnie, weryfikować fakty oraz je pogłębiać. Z tego wynika, że gdyby byli miernotami, to wtedy by nikomu nie przeszkadzali. Wskazuje ona na to, że w redakcjach zatrudnia się coraz mniej osób, a dziennikarze dostają skandalicznie niskie wynagrodzenia. A to osłabia wolność i niezależność dziennikarstwa. Czyli znów zauważyć można że idealizowany świat “starej Europy” nie odpowiada brutalnym faktom. Sam data zamachu jest porównywana do koincydencji czasowej równo 8 lat temu. Tego samego dnia dokonano udanego zamachu na maltańską dziennikarkę Daphne Caruanę Galizię. Sam demaskowała korupcję i powiązania władzy z przestępczością. Malta znana jest przecież z rajów podatkowych, prania pieniędzy oraz afery Panama Papers. W nią zamieszani byli urzędnicy maltańscy. Kto by pomyślał, że na takiej małej Malcie może dojść do takiego zamachu. Często jednak mały kraj oznacza wielkie interesy, które widocznie zabita dziennikarka naruszyła. Anna Zakrzewicz wskazuje więc na koniec we wniosku, że stawiana jako wzór demokracji oraz “wolnego świata” Europa stała się miejscem gdzie dziennikarze znów stają się celem tak jak reporterzy zabici na Ukrainie oraz w Gazie.

Dużo ofiar wśród dziennikarzy

Statystyki pokazane w artykule mówią o tym, że w ciągu ostatnich dwóch dekad zabito niemal 1,7 tys. dziennikarzy. W drugiej wojnie światowej było ich zaledwie 69, a Wietnamie tylko 63. Od 2022 r. na Ukrainie 14 dziennikarzy zginęło, 35 zostało rannych, natomiast 12 aresztowano. W Strefie Gazy zginęło ich od 7 października 2023 r. 247. Wszyscy byli palestyńskimi dziennikarzami. Ważny wniosek stawia autorka artykułu, że wolność słowa na przykładzie Malty, Włoch, Ukrainy czy Gazy eroduje nie tylko tam, gdzie toczy się wojna lub rządzą dyktatorzy, ale także w krajach które same siebie nazywają demokratycznymi. Dziennikarze stali się celem, bo zadają pytania. Nie pierwszy więc raz można postawić wniosek, że wolność słowa jest zagrożona w Europie.

Dodaj komentarz

Related Post