Ostatni rok upływa pod znakiem kolejnych planów pokojowych dla Ukrainy, w których najwidoczniej bardziej chce się zasłużyć Trump, ubiegający się usilnie o to, aby zakończyć jak najwięcej konfliktów, także tych nie istniejących. Za cel stawia sobie uzyskanie pokojowej nagrody Nobla. W związku z tym amerykański przywódca lubuje się w przedstawianiu długich planów pokojowych, tak jak ostatnio uczynił w sprawie Gazy, który naturalnie był planem korzystnym dla Izraela, Stanów Zjednoczonych czy Wielkiej Brytanii. Widać wyraźnie, że w przypadku planu pokojowego dla Ukrainy, konsekwentnie staje on po stronie wygrywającego czyli Rosji, ku niezadowoleniu i sprzeciwu Ukrainy oraz rozpaczy Europy, która ponosi największy ciężar pomocy w ostatnim czasie. Teraz szczegóły najnowszego planu miały podać Axios oraz Financial Times. Także The Guardian opisał i przeanalizował go.
Bez zmian w żądaniach
Plan stoi niezmiennie na pozycji realistycznej i zakłada oddanie Rosji pozostałej części Donbasu przez Ukrainę. Oprócz tego Ukraina miałaby zmniejszyć swoje siły zbrojne o połowę. Chociaż dziennikarz The Economist Oliver Carroll mówi o redukcji o 2,5 raza. Plan zakłada również rezygnację z kluczowych kategorii uzbrojenia, w tym zakaz posiadania broni dalekiego zasięgu, która miałaby razić cele w Petersburgu czy Moskwie, a także dalsze ograniczenie pomocy wojskowej ze strony Stanów Zjednoczonych. Brak obcych wojsk na terytorium Ukrainy, to kolejny punkt. Dotyczyć by to miało zarówno wojsk NATO, jak i wszelkich misji zagranicznych. Nie mogłyby lądować również zagraniczne misje dyplomatyczne na Ukrainie. Wreszcie po raz kolejny pojawia się punkt o tym by przywrócić język rosyjski jako oficjalny państwowy, szczególnie że większość Ukraińców się nim posługuje. Do tego dochodzi nadanie oficjalnego statusu Rosyjskiej Cerkwii Prawosławnej. Plan Trumpa zakłada również uznanie przez Stany Zjednoczone oraz inne kraje Krymu i Donbasu za legalne terytoria Rosji. Ukraina natomiast nie musiałaby formalnie tych terytoriów uznawać. Stefe Whitkoff miał do tego odwołać spotkanie z Żełeńskim, gdyż ten miał przyjechać ze swoim planem. The Guardian pisze wprost, że na Ukrainie plan takie będzie uznany za kapitulację.
Wykorzystać moment
Rosja próbuje wykorzystać odpowiedni moment który przydarza się obecnie, a związany jest zarówno z sytuacją na froncie, jak problemami wewnętrznymi Ukrainy. Rosja kontynuuje ostrzał kraju, który powoduje wyłączenia prądu w dużych miastach jak Kijów czy Lwów. Do tego dochodzi załamywanie się frontu na różnych odcinkach, co najlepiej obrazuje wkroczenie do Pokrowska dużych sił rosyjskich i wzięcie do niewoli kilkunastu tysięcy żołnierzy ukraińskich. W końcu Carroll mówi, że Ukraina jest mocno osłabiona skandalem korupcyjnym, a Stany Zjednoczone chciałyby to wykorzystać jako nacisk, by Kijów miał poprzeć plan. Szczególnie, że mówi się o tym jakoby NABU miało być narzędziem amerykańskich służb specjalnych. Oprócz tego można wyobrazić sobie, że mówienie przez Trumpa o gwarancjach bezpieczeństwa wobec Ukrainy i Europy w zamian za oddanie Rosji wschodnich terenów Ukrainy nie jest traktowane w Europie na poważnie. Daily Telegraph pisze, że Europa jest niezadowolona gdyż to nie pierwszy raz oznacza knucie rozwiązania konfliktu bez Europy i poza plecami Kijowa. Europa została więc nie pierwszy raz pominięta, a Kijów ma zostać postawiony przed faktem dokonanym. Choć nieoficjalnie Stany Zjednoczone prowadzą podwójną grę, gdyż w tym samym czasie sekretarz armii USA Dan Driscoll, a także szef sztabu Randy George przybyli potajemnie do Kijowa. Amerykanie negocjują więc równolegle z obydwoma stronami, więc “walka o pokój” będzie trwać na frontach przez kolejne miesiące, dając ułudę światu, że niebawem się ona zakończy. Szczególnie, że tradycyjnie głos zabrała szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas, mówiąc że plan ten muszą poprzez Ukraińcy oraz Europejczycy.




