Ukraiński deputowany Aleksiej Gonczarenko ujawnił w całości plan pokojowy, który miał wyjść ze strony amerykańskiej. Zaznaczyć trzeba że jest to dokument przygotowany przez stronę amerykańską, a nie potwierdzony przecież przez stron rosyjską. W każdym razie obrazuje w całości intencje i wizję przyszłej architektury tego regionu oraz potencjalnych jej twórców. Cały plan miałby się składać z 9 części i zawierać razem 28 punktów, które jasno miałyby wskazywać na to, że liczyłyby się tylko dwa państwa, które miałyby być odpowiedzialne za kształtowanie się powojennego bytu Ukrainy. “Dokument określa ramy potencjalnego porozumienia między Ukrainą a Rosją — wraz z gwarancjami bezpieczeństwa, zmianami w konstytucji i nową architekturą gospodarczą regionu”.
Bezpieczeństwo i status polityczny
Pierwszym punktem tego planu byłoby potwierdzenie suwerenności Ukrainy, co naturalnie byłoby potwierdzeniem pro forma, gdyż patrząc na to jakimi wpływami otacza się Ukraina na poziomie politycznym czy gospodarczym, to nie będzie można mówić o pełnej suwerenności tego kraju. Stany Zjednoczone miałyby gwarantować Ukrainie bezpieczeństwo ale pod warunkiem neutralności, co na pewno byłoby zwycięstwem Putina. Następnym elementem pokazującym, kto politycznie byłby zwycięzcą byłaby konstytucyjna rezygnacja Ukrainy z NATO. NATO natomiast potwierdziłoby, że Ukraina nigdy do niego nie dołączy. Do tego doszłoby ograniczenie ukraińskiej armii, w tym przypadku mówiono o redukcji jej o połowę albo nawet 2,5 krotnie. Choć i tak byłoby to 600 tys. żołnierzy, a więc sytuacja niebezpieczna dla naszego kraju. Oprócz tego Ukraina miałaby pozostać bez broni jądrowej. Przegrałaby więc w tym przypadku zachodnia partia wojny.
Kwestie terytorialne
W sprawie terytoriów proponowane punkty zdecydowanie by miały obalać mity na temat możliwości odzyskania utraconych przez Ukrainę terenów. Plan wychodzi więc z pozycji realistycznych. Krym, Donieck i Ługańsk zostałyby uznane za rosyjskie. Chersoń oraz Zaporoże byłyby zamrożone na linii frontu. Oprócz tego część terenów byłyby strefą zdemilitaryzowaną pod kontrolą Rosji. Oprócz tego obydwie strony zobowiązałyby się nie zmieniać granic siłą. Widać więc wyraźnie, że sytuacja Ukrainy jeśli mówimy o tym elemencie planu osiągnęła regres w porównaniu z sytuacją wyjściową z 2022 r. gdy była szansa na pokój sabotowana skutecznie przez ówczesnego premiera Wielkiej Brytanii Borisa Johsona. Dalszy opór Żełeńskiego może sprawić, że plan dotyczący kwestii terytorialnych może być zaktualizowany na jeszcze większą niekorzyść Ukrainy.
Porozumienie wojskowe
W tym punkcie głównym założeniem jest nierozmieszczanie wojsk NATO na terenie Ukrainy. To przecież od początku mogłoby oznaczać przekroczenie czerwonych linii i wojnę Rosji z NATO, tylko że już oficjalną. Jednak myśliwce NATO miałyby stacjonować w Polsce, co w przypadku poglądu na to Putina mogłoby nie powodować u niego entuzjazmu, szczególnie że wielokrotnie już Zachód nadwyrężał zaufanie Federacji Rosyjskiej. Powstać by miała również amerykańsko-rosyjska grupa ds. bezpieczeństwa. Rosja miałaby prawnie potwierdzić politykę nieagresji wobec Ukrainy i Europy, co akurat jest punktem niedorzecznym, gdyż przecież agresja jakiegoś kraju może wynikać ze sprowokowania go przez drugą stronę, czego ewidentnym przykładem było prowokowanie Rosji poprzez chęć wciągnięcia Ukrainy do NATO, co zagrażało jej strategicznym interesom.
Gospodarka i odbudowa
To co najważniejsze w kwestii ekonomicznej miałoby dotyczyć podziału wpływów w kwestiach inwestycji. Obydwa kraje miałyby uruchomić ogromne pakiety takich inwestycji. Rosja miałaby wydać na odbudowę Ukrainy 100 mld dol., natomiast USA dostawałoby 50 proc. dochodów z nich, co od razu pozwala postawić pytanie czy Rosja w ogóle miałaby się na cos takiego zgodzić. Europa miałaby dołożyć od siebie kolejne 100 mld dol. Niejasnym pozostaje czy dołożyłaby na zasadzie przelania pieniędzy, a zyski poszłyby za ocean, czy też dostałaby swój udział w torcie? Pozostałe środki z Rosji szły by na projekty USA-Rosja, co wskazuje że główny podział wpływów na Ukraknie realizowałby się wokół tej osi dwóch państw. Tworzony byłby również Fundusz Rozwoju Ukrainy. W domyśle można dodać, że głównymi udziałowcami byłyby dwa wspomniane wyżej kraje. Mianoby także otworzyć Unię Europejską na ukraiński eksport. W przypadku rolnictwa jak wiadomo zyski czerpią zagraniczne korporacje posiadające ogromne obszary ziemi rolnych, więc to byłby ukłon w ich stronę. Do tego co równie niebezpieczne dla Polski Ukraina miałaby wejść do Unii Europejskiej.
Rosja w systemie światowym
To byłby także wstrząs dla mainstreamowych mediów, choć na pewno nie dla europejskiego biznesu, ale mianoby stopniowo znosić sankcje, co także odbiłoby się mocno na psychice polskojęzycznego komentariatu oraz politykierów, którzy mogliby ostro protestować do końca przeciwko temu. Rosja oprócz tego powróciłaby do G8. Ciężko by było wyobrazić sobie miny wspomnianej wyżej grupy z Polski, która zobaczyłaby na zjeździe G8 Władimira Putina oraz komentarze w Polsce o tym, że Sikorski czy Nawrocki powiedzieli mu coś niemiłego i to byłby moralny triumf Polski. Wreszcie dojść miałoby do tego na czym zależy obydwu krajom – do współpracy gospodarczej Rosji oraz Stanów Zjednoczonych, do czego przymiarki były robione od początku drugiej kadencji prezydentury Trumpa. Obydwa kraje od dawna mówią o wznowieniu handlu między nimi.
Kwestie humanitarne i energetyka
Tutaj miałaby nastąpić wymiana wszystkich za wszystkich, bo na razie wyglądało to w ten sposób, że Ukraina często nie chciała przyjmować ciał poległych żołnierzy aby nie wypłacać rodzinom odszkodowania, które byłyby ogromne. Powrócić mieliby cywile i dzieci. Może wtedy można by zweryfikować mało na razie wiarygodne informacje o rzekomych porwaniach ukraińskich dzieci przez Rosjan, mających iść w dziesiątki tysięcy. Doszłyby do tego programy edukacyjne i humanitarne. Co ważne dla Polski – miano by zrezygnować z ideologii nazistowskiej. Ale żeby tak zrobić trzeba by usunąć wszystkie zapisy prawne gloryfikujące Banderę i Suchewycza oraz rozpocząć natychmiastową zmianę nazw ulic, które nazwano ich imionami oraz zburzyć najlepiej jednego dnia wszystkie ich pomniki. Uruchomiona Zaporoska Elektrownia Jądrowa działałaby pod nadzorem MAEA i dzielona by była po 50 proc. między strony. Stany Zjednoczone miałyby odbudować także infrastrukturę gazową na Ukrainie. Naturalnie nie byłoby to za darmo.
Procesy wewnętrzne na Ukrainie oraz kontrola i egzekucja
Najważniejszym punktem mogącym być wyrokiem śmierci cywilnej dla Żełeńskiego jest punkt o wyborach, które miałyby się odbyć 100 dni po podpisaniu porozumienia, co jest jednym z głównych powodów trwania wojny. Mógłby on przecież podzielić los Janunowycza w najlepszym przypadku. Dochodziłaby do tego pełna amnestia dla wszystkich uczestników wojny, do mogłoby być oczywiście ogromnym problemem dla Ukrainy, Rosji oraz państw do których tacy ludzie mieliby przyjeżdżać, a więc głównie dla Polski. Porozumienie które by podpisano byłoby wiążące. Nadzorować miałaby to również Rada Pokoju tak jak w przypadku Gazy, na czele z Donaldem Trumpem, który najwidoczniej chce być wszędzie kojarzony z tym słowem aby zdobyć upragnioną nagrodę Nobla. Naruszenia porozumienia byłyby karane sankcjami. Po podpisaniu porozumienia miałoby nastąpić natychmiastowe zawieszenie broni oraz wycofanie wojsk do ustalonych pozycji.
Widać więc z tego, że porozumienie jest podziałem wpływów politycznych oraz gospodarczych między Stanami Zjednoczonymi, a Rosją, a na Ukrainie przebiegałaby nowa linia demarkacyjna. W przypadku odrodzenia się konfliktu znów Polska byłaby narażona najmocniej ze względu na stacjonowanie u nas myśliwców NATO. Oprócz tego w przypadku ewentualnego wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej, bylibyśmy pierwszym krajem zalanym przez ich tańsze towary, które już wjeżdżają do Polski ogromnej liczbie. Europa miałaby więc funkcję zadaniową, bez realnego wpływu na rozmowy na temat Ukrainy, a plan zostałby im przedstawiony do zapoznania się z nim i zatwierdzenia. Polskojęzycznym politykom, którzy ogłaszali mrzonki o tym, że nic nie może dziać się bez Europy pozostałoby tylko zdziwienie i oburzenie, tak samo jak szefowej europejskiej dyplomacji Kai Kallas.




