Portal “Asia Times” zastanawia się czy mamy do czynienia z punktem zwrotnym w handlu ropą, czego powodem miałaby być wojna na Ukrainie. W związku z nią nasiliły się ataki Ukrainy na infrastrukturę naftową znajdującą na terenie Federacji Rosyjskiej. W samej Rosji działają 32 duże rafinerie oraz 80 mikrorafinerii. “Roczna moc przerobowa rafinerii wynosi około 284 mln ton ropy naftowej (z instalacjami spółek gazowych i wszystkich mini rafinerii wolumen przerobu może sięgać ok 300 mln ton)”. W dwa miesiące Ukraina zaatakowała 20 rafinerii i magazynów w Rosji. To oznacza utratę mocy wytwórczych w poprzednim miesiącu o 20-25 proc. W związku z tym stawiane jest pytanie oraz teza, że “czy to przełom na globalnym rynku? Jeśli ukraińskie ataki na rosyjskie instalacje naftowe będą się nasilać i trwać, Moskwa może stracić znaczną część swoich możliwości eksportowych. Może to sparaliżować jej wysiłki wojenne i mieć znacznie większy wpływ na rynek”.
Szansa dla Stanów Zjednoczonych na wzmocnienie rynku
Trump często twierdzący, że może nie wiedzieć o kolejnych atakach Ukrainy i wywołujące przez to wrażenie, że Żełeński i jego otoczenie działają na własną rękę, może przecież po cichu jak najbardziej popierać taką “samowolę”. Szczególnie jeśli weźmie się pod uwagę fakt, że “Indie, Turcja, a być może nawet Chiny, musiałyby zdywersyfikować swoje łańcuchy dostaw”. Wskazane zostaje w artykule, że kurczą się alternatywni dostawcy, gdyż Iranowi grozi kolejny atak ze strony Izraela, a Wenezuela jest szachowana amerykańską flotą. Cały ten splot zdarzeń i warunków pokazywany jest jako szansa dla Stanów Zjednoczonych do rozszerzenia rynków naftowych. Szczególnie że już wiele krajów kupuje od nich broń i jest zachęcanych do przejścia na zakup ropy naftowej. Te właśnie zdarzenia mogłyby zmienić dynamikę konfliktu.
Szansa na punkt zwrotny
Wojna miała być zagrożeniem dla gospodarki amerykańskiej, ze względu na ogromne wydatki z nią związane. Jednak naftowy aspekt, związany być może i rzeczywiście z tym, że przywódca Ukrainy działa na własną rękę miałby się wiązać ze zwiększeniem się możliwości produkcyjnych oraz przetwórczych Stanów Zjednoczonych. I to właśnie może oznaczać punkt zwrotny w wojnie zdaniem portalu, gdyż korelujący z osobistym interesem obrony Ukrainy, a zarazem osłabianiem rosyjskiego sektora energetycznego. Szczególnie że przecież nakierowywanie satelitarne celów cały czas odbywa się dzięki pomocy Stanów Zjednoczonych. Tutaj jednak można mieć wątpliwości czy osłabienie potencjału naftowego Rosji miałoby wpływać na zmiany na froncie ze względu na coraz większe braki w rekrucie po stronie Ukrainy oraz przewadze produkcyjnej Rosji i brakach w sprzęcie wojskowym Zachodu, zasilającego w dużej mierze Ukrainę sprzętem.
Ewentualny trop rosyjski w prowokacji dronowej
Powstaje przypuszczenie co zrobić miałyby Chiny które mogłyby wywierać presję na gospodarkę Rosji, która miałaby być nadwyrężona czy też zostawić ją własnemu losowi, w co jednak należy poważnie wątpić, patrząc na głęboką zażyłość obydwu państw oraz ich przywódców. Wątpi się jednak, żeby tak radykalnie te stosunki miały się zmienić, ale ewentualny kryzys rosyjskiej gospodarki mógłby wystawić na próbę stosunki z Chinami i wywołać napięcia. Ale nie z takich problemów Rosja się podnosiła. W związku z sugestiami związanymi z potencjalnymi problemami Rosji oraz Chin, rozciąga się te problemy na Iran oraz Wenezuelę, co miałoby podpowiadać, że cała sytuacja globalna miałaby uruchomić efekt domina wobec tych dwóch krajów. Rosja więc uwzględniająca całościowo tą sytuację, aby zapobiec takim wypadkom miała się porwać na prowokację z użyciem dronów wobec europejskiej państw. Hipoteza brzmi więc, że “Moskwa przygotowuje się do poważniejszego konfliktu z NATO, gdzie niektórzy członkowie są wyraźnie nieprzygotowani i wahają się przed rozmieszczeniem swoich sił. Sugerowanym przesłaniem może być ograniczenie ukraińskich ataków rakietowych dalekiego zasięgu i dronów”. Z jednej strony Rosja miałaby być słaba strategicznie, natomiast z drugiej strony kraje NATO wahające się przed sprzeciwieniem się Rosji, robiłyby to z powodu hybrydowego paraliżu ze strony Rosji. Najbliższe być może miesiące pokażą czy Rosja będzie w stanie powstrzymać te ataki, czy też będzie można obserwować nasilanie ich ze strony Ukrainy, a także to jak będzie się to przekładało na wskaźniki dotyczące wydobycia ropy oraz sprzedaży od poszczególnych dostawców. Jak również czy odbiorcy będą mieli zamiar rzeczywiście dywersyfikować import z innych kierunków.




