W pobliżu Białego Domu w Waszyngtonie doszło do strzelaniny, w wyniku której do szpitala odwieziono w stanie krytycznym, dwóch członków Gwardii Narodowej, którzy zostali postrzeleni. Jedna z osób zmarła w szpitalu, a druga walczy o życie. Podejrzanym mężczyzną, który dokonał jak się okazuje zamachu na życie dwóch członków Gwardii Narodowej okazał się obywatel Afganistanu Rahmalullah Lakanwal. Najpierw podano informację, że “Lakanwal, nielegalny imigrant, który przedostał się do USA po wycofaniu wojsk z Afganistanu, otrzymał zwolnienie warunkowe ze względów humanitarnych”. Całe zdarzenie natomiast badano pod kątem aktu terrorystycznego. Donald Trump nazwał to brutalnym atakiem, posuwając się nawet do nazwania tego zbrodnią przeciwko ludzkości oraz całego narodu amerykańskiego.
Strzelał konfident
Mogło to więc nasunąć skojarzenia z ostatnim znanym aktem terroryzmu w 2001 r., który miał być kierowany przez saudyjskiego obywatela Osamę Bin Ladena, który po tym zdarzeniu mógł się ukrywać w górach, w Afganistanie, w związku z tym wysłano tam całą koalicję państw, które miały go dopaść i zastrzelić, co ponoć nastąpiło po prawie 10 latach ale w Pakistanie. Można więc było zastanawiać się czy nie miałoby to być znów pretekstem do tego aby najechać Afganistan w akcie odwetu, a byłby to dobry pretekst, gdyż Trump domagał się niedawno od afgańskiego przywódcy oddania bazy Bagram, której jednak Afganistan nie chce oddać. Ostatecznie wedle Fox News Digital, okazało się, że Lakanwal współpracował m.in. z CIA. Czyli był zwyczajnym konfidentem z Afganistanu
Ewakuowany agent
Jego współpraca odbywała się w ramach współpracy z różnymi agencjami Stanów Zjednoczonych jako członek sił partnerskich w Afganistanie. Sam Lakanwall miał przybyć do Stanów Zjednoczonych po wycofaniu się z Afganistanu wojsk amerykańskich, o czym zadecydował ówczesny prezydent USA Joe Biden. Afgański agent został więc stamtąd ewakuowany w ramach ochrony jego przed nowymi rządami Talibów w tamtym kraju. Operacja polegająca na ewakuacji stamtąd swoich konfidentów została nazwana w Stanach Zjednoczonych operacją “Witamy Sojuszników”. Szef CIA John Radcliffe właśnie w takim tonie wypowiadał się o tej kwestii. “W obliczu katastrofalnego wycofania wojsk Bidena z Afganistanu, administracja Bidena uzasadniła sprowadzenie domniemanego strzelca do Stanów Zjednoczonych we wrześniu 2021 r. jego wcześniejszą współpracą z rządem USA, w tym z CIA, jako członka sił partnerskich w Kandaharze, która zakończyła się wkrótce po chaotycznej ewakuacji”.
Nie błąd Bidena, a Busha
Szef CIA powiedział również, że wspomniany wyżej Afgańczyk nie powinien otrzymać pozwolenia na przyjazd do Stanów Zjednoczonych. Stwierdził że obywatele jego kraju powinni zasługiwać na więcej niż znoszenie ciągle katastrofalnych błędów administracji Bidena. Z tymże należy dodać, że to nie administracja poprzednika Trumpa wciągnęła do Afganistanu wojska amerykańskie ale zrobiła to prawie ćwierć wieku temu administracja George’a H. Busha. Joe Biden miał raczej zamiar naprawić ten błąd i po 20 latach obecności w tamtym kraju wycofać po wojska po tym jak nie było możliwości wygrania tam wojny. Można więc powiedzieć, że cała sytuacja to wynik błędu Busha, który symbolicznie rozpoczął wtedy “wojnę z terroryzmem” na zasadzie “kto nie z nami, ten przeciwko nam”, do której przystąpił przecież wtedy również Władimir Putin, chcący stać się w tamtym czasie “członkiem Zachodu”. Ciekawostką jest, że z terrorystami walczyli wtedy także Muammar Kaddafi czy też Baszar Al-Asad, który wtedy był przywódcą Syrii. Jak widać płacić za te błędy muszą teraz Amerykanie, choć do refleksji skłania także fakt, że stało się to niedaleko Białego Domu, a dodatkowo dzieje się to w czasie gdy Amerykanie coraz bardziej naciskają Ukrainę do przystania na warunki pokoju.



