ETS zabija elektrociepłownie


W najnowszym numerze “Do Rzeczy” Tomasz Cukiernik przeprowadza wywiad ze Sławomirem Wołyńcem, który jest właścicielem i prezesem zarządu EC Zagłębie Dąbrowskie, która dawniej była Elektrociepłownią Będzin. Opowiada on o tym, że jego elektrociepłownia istnieje ponad 100 lat, przetrwała dwie wojny, PRL, więc wierzy że przetrwa również Unię Europejską i system EU-ETS. Obecnie ponad połowa społeczeństwa korzysta z ciepła systemowego. Istnieje w Polsce 400 elektrociepłowni, z których większość jest mała. Najgorzej mają te, które wytwarzają ciepło oraz energię elektryczną. Największe problemy natomiast mają elektrociepłownie prywatne, bo państwowe korzystają z dotacji. Pan Wołyniec nie sugeruje aby podnosić ceny za ogrzewanie, gdyż w Polsce są one regulowane, ale by zlikwidować bezsensowny ETS.

Pretekst do karania

W wywiadzie opowiada on, że także Wojewódzkie Ray Dialogu Społecznego w różnych miastach nawołują do ograniczania emisji dwutlenku węgla poprzez dostosowywanie systemu taryf dl firm ciepłowniczych do rzeczywistych kosztów produkcji. Do tego twierdzi się, że należy zmienić opłaty emisyjne oraz kary za emisję. Obecnie wygląda to tak, ze można karę dostać za spóźnienie z umorzeniem ETS, w związku z przejściem na biomasę, pomimo rozliczenia wszystkiego. Oprócz tego nie ma obiektywnej możliwości w najbliższym czasie odejścia przez ten sektor od produkcji ciepła opartego na paliwach kopalnych co jest i tak najtańszą opcją. Co ciekawe wycięcie przez prezesa wszystkich kosztów elektrociepłowni i pozostawienie tylko kosztów paliwa oraz ETS-ów i tak by przyniosło straty. Nie da się także umorzyć bieżących certyfikatów bez umorzenia poprzednich, bo to kosztuje 150 mln zł, a czekać ma elektrociepłownię kara za nieumorzenie ich w terminie w wysokości 220 mln euro. Kary są wyższe niż koszty certyfikatów. Prezes porusza ważną kwestię twierdząc, że kary które są nakładane na podstawie ustawy, są wynikiem wadliwego prawa, stojącego w sprzeczności z unijną dyrektywą oraz Konstytucją.

Karanie za brak wykonalności niewykonalnego

W wywiadzie wykazane jest, że nie można karać za coś, co obiektywnie jest niemożliwe do spełnienia. Urząd Regulacji Energetyki, zmusza do kontynuacji działalności przynoszącej stratę. Oprócz tego WIOŚ karze za to, że nie sprostało się niemożliwym wymogom. Przez to wydłuża się lista zadłużonych elektrociepłowni. Przykładowo także niemożliwym staje się modernizacja elektrociepłowni, jeśli z dywidend jest za mało pieniędzy aby ją przeprowadzić i dostosować do zielonych wymogów. Kara się nieważne czy za nieumyślne spóźnienie się czy też celowe działanie. W związku z tym absurdem WRDS apeluje o pilne zmiany w zakresie przepisów regulujących sposób karania podmiotów, które nie dokonały rozliczenia uprawnień do emisji. Celem jest zachowanie proporcjonalności wynikającej z konstytucji RP i prawa europejskiego.

Zapowiadają się podwyżki

Udzielający wywiadu przyczynę w podwyżkach widzi w kosztach transformacji energetycznej. Cena certyfikatów wzrosła w wyniku skupowania ich przez fundusze inwestycyjne o 2000 proc. W efekcie z kilku euro certyfikat w ciągu 4 lat wzrósł do 100 euro. W efekcie po umorzeniu dwóch certyfikatów na spalonej tonie węgla płaci się 650 zł przy cenie tony węgla 400 zł. W dodatku końca podwyżek nie widać i do 2030 r. cena uprawnień może wzrosnąć do 200-300 euro. Ciepło wzrośnie w pierwszym przypadku 2,5-krotnie, natomiast przy 300 euro 4,5-krotnie. Oprócz tego absurdu inny polega na tym, że Unia Europejska obniżyła kosztem utraty konkurencyjności oraz nakładem gigantycznych środków emisję dwutlenku węgla o 27 proc. w latach 2000-2022. Natomiast na świecie emisja wzrosła w tym czasie.

Nie wylać dziecka z kąpielą

Tomasz Cukiernik przypomina wyrok TK o tym, że ETS jest w Polsce nielegalny, gdyż niezgodny z konstytucją. Na to odpowiada mu gość, że nie jest prawnikiem, ale liczy na wiatr zmian z Ameryki. Transformacji energetycznej w jego opinii powinno się dokonywać nie wylewając dziecka z kąpielą. Pokazuje on, że rezygnujemy w węgla którego mamy 55 mld ton, a przechodzimy na gaz, którego nie mamy i musimy sprowadzać z daleka. Gaz przez transport staje się bardziej emisyjny niż węgiel. Proponuje on w miejsce jednej elektrowni jądrowej postawionej w Choczewie, która może ogrzać tylko Bałtyk, stawiać SMR-y (Małe reaktory modułowe). Mamy też dużo toru, którego Chiny używają do zasilania nim eksperymentalnego reaktora jądrowego. Przyznaje on rację red. Cukiernikowi, że nie ma co rezygnować z tego co mamy, czyli węgla, póki nie mamy go czym zastąpić. Mówiąc natomiast o samym dwutlenku węgla, podsumowuje on, że to nie jest trucizna, gdyż jest to gaz niezbędny w procesie fotosyntezy. Wyjaśnia także, że elektrociepłownie nie są odpowiedzialne za smog, a winą jest niska emisja.

Dodaj komentarz

Related Post