Owen Gagnon stawia tezę, że niebawem może dojść do otwarcia drugiego frontu wojny handlowej z Chinami. Tym frontem miałaby stać się Europa. Może do niej dojść w następie skutków ubocznych wojny handlowej Chin ze Stanami Zjednoczonymi. Stany Zjednoczone próbują wyrównać swój bilans handlowy z Chinami, nakładając cła, natomiast Chiny zmagają się z kryzysem mieszkaniowym, słabszą konsumpcją oraz deflacją więc chcą podwoić wysiłki w eksporcie. W efekcie ceł nałożonych na chińskie towary eksport chiński do Stanów Zjednoczonych spadł o 30 proc. rok do roku. “Dlatego towary, które tracą w USA, trafiają teraz do Europy – zalewając rynki UE i zmuszając Brukselę do absorbowania nierównowagi (co w zasadzie tworzy tę samą dynamikę, która irytowała USA)”. Można zauważyć zrównoważenie sobie tych strat przez Chiny, dzięki wzrostowi eksportu do Europy o 14 proc. oraz do państw ASEAN o 16 proc.
Cierpienia Europy
Chiny zalewają więc obszar unijny tanimi towarami uderzając w jej przemysł. Chińskie samochody elektryczne są tańsze o 20-30 proc. dzięki dotacjom państwa, co wpływa na Niemcy i ich gospodarkę. Tak samo jest w przypadku paneli słonecznych i zielonych technologii. Europejskie firmy przegrywają konkurencję i bankrutują. W kwestii stali oraz aluminium, chińska nadprodukcja utrzymuje niskie ceny światowe i ogranicza możliwości europejskich hut. To powoduj redukcję miejsc pracy oraz to, że niebawem wprowadzi się cła na chińską stal od 25 do 50 proc. Identycznie jest w kwestii maszyn i akumulatorów, które stają przed wizją konkurencji z chińskimi. Wszystko jest kwestią dotacji rządowych oraz ulg podatkowych, które Chiny stosują wobec własnych firm. Napędza to wzrost gospodarczy, tworzy miejsca pracy i stabilność społeczną. Unia Europejska popada więc w sprzeczność, wszczynając dochodzenia w sprawie chińskich praktyk, a z drugiej strony jest uzależniona od baterii, pierwiastków ziem rzadkich, produktów farmaceutycznych oraz komponentów potrzebnych do zielonej transformacji. “I to jest paradoks – Europa potrzebuje chińskiego łańcucha dostaw, aby budować gałęzie przemysłu, które Chiny przejmują”.
Ogromny deficyt handlowy i reakcja Chin
Nie dość więc, że Unia nie chce chłonąć całego chińskiego eksportu, to do tego ma ogromny ujemny bilans handlowy z Chinami. Deficyt handlowy wynosi 300 mld euro i ma szansę pobić nowe rekordy w tym roku. To wzbudziło zaniepokojenie Ursuli von der Leyen. Także ona chce zrównoważenia tego stanu aby móc dać przestrzeń do działania firmom europejskim. Niczego nie przyniosło spotkanie, które miało złagodzić napięcia między Unią Europejską oraz Chinami. Chiny natomiast nie pozostają bierne na działania kontreksportowe Unii Europejskiej. Chiny nałożyły cła na wieprzowinę w wysokości 62 proc., co uznano za odwet wobec ceł na samochody elektryczne. W kwestii sprzętu medycznego europejskie firmy nie mogą uczestniczyć w przetargach które są warte powyżej 45 mln juanów. Chiny wniosły skargę do WTO za dochodzenie w sprawie subsydiowania przez Chiny pojazdów elektrycznych. Autor twierdzi, że jednak są to tylko lekkie ciosy, bo Chiny nie mogą sobie pozwolić na walkę, na dwóch frontach.
Groźba kolejnej wojny handlowej
We wniosku autor twierdzi, że należy obserwować przepływy handlowe. Zerwana została relacja Chin i Stanów Zjednoczonych opierająca się na eksporcie towarów z Chin. I właśnie zalanie Europy towarami z Chin grozi jego zdaniem powtórzeniem błędu czyli wywołaniem wojny handlowej. A Chiny miałyby tu nie mieć wielu opcji. Unia nie jest w stanie uratować Chin, nie poświęcając siebie. Chiny natomiast muszą ustabilizować gospodarkę i zwiększyć konsumpcję, a to wymaga zwiększenia popytu, aby utrzymać działalność fabryk. Tu ma następować fundamentalna sprzeczność. Europa w jego opinii nie będzie w związku z tym likwidować swojej bazy produkcyjnej. Uważa on, że w tym przypadku większy problem będą miały Chiny jako gospodarka nadwyżkowa. Z tymże jak konstatuje – nikt nie wygrywa wojny handlowej gdyż obie strony miałyby stracić na tym. Czy więc rzeczywiście można mieć obawy, że ograniczona chłonność rynków ze względu na podobny opór na jaki mogą Chiny napotkać w Europie, skończy się tym, że nie będą one miały gdzie upłynnić swoich nadwyżek handlowych, gdyż Azja, Afryka czy też Ameryka Łacińska nie zdołają ich przyjąć, czy też jest to kwestia zachodniocentrycznego punktu widzenia autora, a Chiny nie odczują tego problemu, bo w końcu Unia Europejska to zaledwie kilkaset milionów ludzi, podczas gdy jest jeszcze dużo innych rynków z kilkoma miliardami konsumentów.




