W grudniu 2021 r. Rosja zaproponowała Stanom Zjednoczonym pod przywództwem Joe Bidena swoje warunki, które kształtować miały na nowo architekturę bezpieczeństwa w Europie Środkowo-Wschodniej. To co Ośrodek Studiów Wschodnich nazwał “Rosyjskim szantażem wobec Zachodu” polegać miało na pewnych postulatach, które miały być warunkami brzegowymi do zachowania stabilności w tym regionie świata i uwzględniało bezpieczeństwo strategiczne Federacji Rosyjskiej. Najważniejsze z nich dotyczyły nieagresji i powstrzymania się od działań, które Rosja uznaje za szkodliwe dla swojego bezpieczeństwa, nierozszerzania NATO, zwłaszcza na wschód, na obszar poradziecki. Było też kilka punktów które m.in. tyczyły się nie rozmieszczania broni jądrowej, rakiet średniego zasięgu czy też wojsk poza obszarem NATO. Wreszcie Rosja domagała się również “wycofania wojsk sojuszniczych rozmieszczonych na terytoriach nowych państw członkowskich NATO po maju 1997 r. (po podpisaniu Aktu Stanowiącego NATO–Rosja)”. Różne te punkty jak widać po rezultatach wojny oraz warunkach planu pokojowego mogą zostać osiągnięte, a Ci, którzy śmiali się w 2021 r. na koniec mogą mieć niewyraźne miny. Już niezadowolenie widać po polskiej stronie, atlantyści nie pierwszy już raz mogą poczuć się “zdradzeni” przez sojusznika.
Nic o nas bez nas
W pewnym sensie Stany Zjednoczone już wcześniej wskazały, że są w stanie zgodzić się nawet na postulat wycofywania swoich żołnierzy choćby z terenów krajów, które dołączyć miały do Sojuszu Północnoatlantyckiego po podanej przez Rosjan dacie. Tak oto nie tylko opuścili oni ku rozpaczy niektórych wspomnianą Jasionkę, ale także zredukowali o 700 żołnierzy swoją obecność w Rumunii. Rotacyjną brygadę mają także wycofać z Węgier, Słowacji oraz Bułgarii. Polska natomiast znalazła kolejny powód do niezadowolenia, co także wskazuje na ciągłą bezalternatywność polityki kraju, stawiającego tylko na jedną opcję, czyli obecność jak największej liczby wojsk obcych na terenie naszego kraju, zamiast oparcie się na swoich siłach i swoim sprzęcie. 9 z 28 punktów który mówi o stacjonowaniu obcych myśliwców w Polsce miał wywołać największe zaniepokojenie. Dziennikarz Stuart Dowell miał stwierdzić, że Rosja z USA porozumiały się ponad głowami Polski w tej sprawie. Decyzja o tym, że samoloty miały stacjonować w Polsce wydawała się zwolennikom takiej opcji korzystna, z tym że “według oceny Dowella celem może być ograniczenie obecności obcych sił zbrojnych na terytorium Polski – w tym sił zbrojnych USA – oraz ograniczenie sił powietrznych NATO nad regionem”. Sugeruje on, że w ogóle w wyniku porozumienia Trumpa z Putinem, może dojść do sytuacji, że nie zgodzi się on na żadne amerykańskie myśliwce w Polsce. Premier Tusk powiedział, że wszelkie decyzje w sprawie Polski będą podejmowane przez Polaków. Dodał do tego “nic o nas bez nas”. Tego typu deklaracje mogą być tyle warte co nawoływanie Sikorskiego do tego aby uwzględniono w rozmowach pokojowych zdanie Ukrainy oraz Unii Europejskiej, w tym przede wszystkim Polski. Z resztą Tusk we wpisie na X napisał również, że “nic o Ukrainie bez Ukrainy”.
Pozór sprawczości Polski
Jasnym jest jednakże, że to nie Polska, cała Europa czy też Ukraina będą decydować zarówno o tym kiedy miałaby zakończyć się wojna na Ukrainie ale i o tym w jakiej liczbie i gdzie będą stacjonować wojska NATO oraz myśliwce po tym jak ostatecznie ustalą to Putin z Trumpem. Dodatkowo przecież Donald Tusk oraz Radosław Sikorski należą do obozu przeciwstawnego prezydentowi Stanów Zjednoczonych i choć z Karolem Nawrockim mają podobne zdanie w sprawie Ukrainy, to jednak także polski prezydent nie będzie miał żadnej sprawczości w tej sprawie. Polski premier w szczególności może zostać zignorowany jeśli potrafił powtarzać utarty w mainstreamie pogląd, że Trump jest pod wpływem rosyjskich służb dodając później że żadnych słów nie żałuje. Radosław Sikorski natomiast uważany, za tego który jest pod wpływem żony także nie będzie brany na poważnie, jeśli nie raz atakowała Trumpa żona polskiego ministra. To wszystko spina jednak realizm polityczny, który wskazuje na to, że mówienie o Polsce jako mocarstwie regionalnym i jej rzekomym wzroście znaczenia w ostatnich latach jest mrzonką i dlatego też nikt nie będzie pytał Polski o zdanie we wspomnianej wyżej sprawie. Także wtedy gdy miałby próbować wpływać na jej myślenie zarówno ex-prezydent jak i obecny, który sprawuje ten urząd w Polsce. Andrzej Duda miał bowiem ostrzegać Donalda Trumpa, że nie można mu ufać, gdyż był agentem KGB. Karol Nawrocki często wskazujący na to, że mentalnie tkwi zdarzeniem sprzed 105 lat miał natomiast powiedzieć, że Rosja nie dotrzymuje umów. W to, że Trump będzie miał w ogóle brać pod uwagę tego typu banalne i infantylne ostrzeżenia polskich prezydentów i ignorować ogromne interesy jakie może ubić na Ukrainie oraz z Rosją, może wierzyć tylko otoczenie oraz elektorat oczarowani tym, że Nawrocki w Waszyngtonie wyściskał się z Trumpem i widać było że “się dobrze rozumieją” i jest “między nimi chemia”. Z tymże cytując brutalne oświadczenie, które wykrzyczał Trump podczas słynnej awantury z Żełeńskim, Polska również “nie ma żadnych kart”. Kart widocznie nie ma także Europa jeśli Marco Rubio oświadczył w Genewie, że nie pracują oni nad europejskim planem pokojowym na Ukrainie, a do tego nawet go nie widział. Tak więc “żadnych złudzeń panowie!”.




